Kalendarze Adwentowe Kiehl's i Douglas | Czy warto było wydać 300 zł?

wtorek, 26 grudnia 2017
Kalendarz adwentowy Douglas oraz Kiehl's

Cześć wszystkim! Brzuchy pełne? Prezenty się spodobały? Mam nadzieję, że odpowiedź na oba pytania brzmi "TAK". Kilka z Was prosiło mnie abym opowiedziała parę słów o kalendarzach adwentowych, które w tym roku miałam. Jaka była ich zawartość oraz to czy warte były swojej ceny, która nie należała do najniższych. Możecie spodziewać się wielu zdjęć, bo dosłownie wszystko obfociłam dla Was, poza okienkami z numerem 24. Te możecie zobaczyć na moim Insta, na który gorąco Was zapraszam * klik *

Douglas
W tym roku niemiecka perfumeria wypuściła na nasz polski rynek, aż trzy kalendarze adwentowe. Dwie kostki oraz klasyczny prostokątny, każdy z nich zawierał inne produkty oraz różniły się cenami. Do mnie trafiła najdroższa w ofercie kostka, w ramach prezentu Mikołajkowego. 24 okienka wypełnione pełnowymiarowymi kosmetykami do makijażu i kilka lakierów do paznokci. Oczywiście najpierw zobaczyłam sobie na spodzie czego mogę się spodziewać, bo nie miałam pojęcia co w środku jest. 
Kalendarz adwentowy Douglas oraz Kiehl's
Początkowo byłam miło zaskoczona tym co znalazłam. Były to tusze do rzęs, kredka do oczu jak i dwie cudowne pomadki w kolorze fuksji i czerwieni. Potem powoli pojawiały się dziwne produkty, typu mega ciemny bronzer do twarzy z drobinkami, perełki do paznokci (które no niestety wyszły z mody kilka lat temu) czy beauty balm w kolorze brzoskwini. Szlag mnie trafił jednak w momencie, w którym każdego dnia miałam cień do powiek. Z początku kolory jakie znajdowałam to perłowy biały, srebrny czy niebieski, czyli przenieśmy się w lata 90. Potem było odrobinę lepiej pojawił się jasny beżowy kolor jak i ciemny róż, uwaga oba kolory w macie!

Moje zdanie uległo zmianie niestety po tej wpadce firmy. Mam wrażenie, że z początku mieli plan na rozłożenie rzeczy, ale gdzieś w połowie stwierdzili "a wrzuć to jak leci". Zamiast rozłożyć cienie raz na trzy dni, to miałam wrażenie że do końca kalendarza będę miała całą paletę barw. Kolory to kolejna rzecz, na którą chcę zwrócić uwagę. Wydaje mi się, że zostały tu wsadzone kolory, które po prostu się nie sprzedają w Douglas. Powiedźcie, która z Was ostatnim razem nosiła niebieski perłowy cień? Bo ja nigdy. 
Kalendarz adwentowy Douglas oraz Kiehl's
Rzeczy które naprawdę cieszą moje oko to wszystkie produkty do ust. Mamy tutaj dwa błyszczyki, fuksję z drobinkami jak i nude opalizujący lekko na złoto. Pomadki w kredce, cudowną jagódkę oraz czerwień. Coś fajnego dla dziewczyn, które dopiero zaczynają przygodę z mocnymi ustami oraz dwa balsamy w pięknych srebrnych opakowaniach. Dają one lekki kolor czerwieni oraz różu. Kinga to coś dla ciebie kochana. 

Spodziewałam się też w kalendarzu lakierów w typowo świątecznych kolorach, czyli złoto oraz czerwień. Jednak bardzo miło się zaskoczyłam gdy moje oczy ujrzały cudowne dwa brokaty. Różowy oraz fioletowy ze srebrnymi drobinkami. Dwa mniejsze lakiery, które pojawiły się pod sam koniec to fiolet widoczny na zdjęciu powyżej oraz piękny żuczek. Ten ostatni na pewno niedługo wyląduje na moich stopach, bo uwielbiam takie kolory!

Kalendarz adwentowy Douglas oraz Kiehl's
 Kalendarz adwentowy Douglas oraz Kiehl's

Kiehl's
Te cudo pierwszy raz zobaczyłam na jakimś brytyjskim kanale na youtube. Ochoczo zajrzałam na stronę marki i niestety kalendarze nie były dostępne. Kilka dni później będąc w pracy zajrzałam do sklepu stacjonarnego i stały. Cudowne, duże i dosłownie kilka sztuk. Poleciałam zapytałam jaka cena i zawartość. Po 20 minutach wróciłam po prezent mikołajkowy dla siebie. Powiem tak, gdyby nie dokładnie obejrzana zawartość kalendarza, nigdy bym się na niego nie skusiła. Dodatkowo muszę to powiedzieć, ale podziałała na mnie grafika. Jest to jeden z ciekawszych kalendarzy adwentowych jakie widziałam. 

Dla osób, które zupełnie nie znają marki, a mają cerę wrażliwą lub z problemami to raczej odradzam. Wiem że marka ma dość fajne składy, ale opinie krążą różne. U mnie one zawsze się świetnie spisywały i na blogu znajdziecie raczej przychylne opinie. Jednak wiem, że 300 zł to nie jest mało i lepiej wypróbować sobie jakieś 2 miniaturki na sam początek. 
Kalendarz adwentowy Douglas oraz Kiehl's
Wiele z Was pisało mi na Insta, gdzie otwierałam kalendarz każdego dnia, że jest to chyba jeden z najlepszych jakie widziały. Wcale mnie to nie dziwi, sama mam takie wrażenie. Od 4 lat bawię się w te kalendarze i powiem Wam, że do tej pory jest to najlepszy jaki miałam. Przerabiałam L'occiatne i The Body Shop, ale oba umywają się przy tym. Nie ma tutaj rzeczy typu gumka do włosów, pilniczek, czy jakieś wstążki. Nie za takie rzeczy tyle płacę. 

Fakt, znajdziemy tutaj tylko trzy produkty pełnowymiarowe. Krem pod oczy z awokado, który uwielbiam, balsam do ust oraz krem do rąk Ultimate Strength. Te trzy produkty dają nam już kwotę 232 zł. Mamy też tu kilka produktów travel size, żel do mycia twarzy Ultra Facial Cleanser oraz dwa toniki o pojemności 40 ml. Nagietkowy używałam przez prawie 8 miesięcy, a niebieskie maleństwo myślę że idealnie się przyda na lato. Ponieważ jest to tonik ściągający do cery tłustej i z problemami. 

Kalendarz adwentowy Douglas oraz Kiehl's

Co jeszcze było w środku? Kilka małych słoiczków z kremami do twarzy, dwie maseczki w tym moje nowe odkrycie Rare Earth Deep Pore Cleansing. Produkty te mają pojemność 7 ml jak i 14 ml. Więc nadal nie jest to mało i nie jest to saszetka na jedno użycie. Jednak i te się tutaj znalazły, całe 5 sztuk. Krem dla dzieci, peeling grejpfrutowy do ciała, olejek do demakijażu czy balsam do ciała. Spokojnie je zużyję na wyjazdach.

Wracając do wyjazdów, mówiłam Wam że moją zmorą są produkty do włosów. Te zazwyczaj są w wielkich tubach i strach je przewozić żeby się nie rozlały. Kiehl's nawet o to zadbał i znalazłam miniaturkę szamponu jak i odżywki z serii Amino Acid. Słyszałam o tych produktach same dobre opinie, ale nie ukrywajmy ich produkty nie należą do najtańszych dlatego jeszcze się nie skusiłam przetestować. Dam Wam znać jak moje wymagające włosy zareagowały na taki exclusive. 

Mamy też tutaj kilka miniaturek, cztery malutkie sera do twarzy w tym sławny Midnight Recovery. Do kompletu znalazłam też krem pod oczy z tej serii, zobaczymy czy przebije krem z awokado. Nie mogło też w kalendarzu zabraknąć sławnego masełka do ciała Creme de Corps i tak ma cudowny kokosowy zapach, że aż chce się je zjeść. Kokos ale nie taki piña colada, a takie wiórki kokosowe. Ostatnią rzeczą jest żel myjący do twarzy z serii z nagietkiem. Mam w zapasie jeszcze wersję travel size, więc trzymajcie kciuki abyśmy się polubili. 
Kalendarz adwentowy Douglas oraz Kiehl's
Cena, a zawartość?
Jak to jest z tymi cenami? Douglas kosztował 159 zł, a zawartość spokojnie przekraczała tę kwotę. Same tusze do rzęs to koszt rzędu 40 zł, a cienie do powiek to 39 zł za sztukę. Myślę, że jest to świetny prezent dla osoby która zaczyna swoją przygodę z makijażem, oraz dla kobiety nie posiadającej tego tyle ile zazwyczaj my, blogerki. Ja zapewne połowę z rzeczy oddam, bo nie potrzebuję 7 nowych cieni, eyelinera czy 6 pomadek. 

Inna historia jest z Kiehl's bo jego cena jest nie ukrywając dość wysoka. Jednak moim zdaniem dla fanek droższej pielęgnacji jest to coś bardzo ciekawego i warto skorzystać. Przyznaję, że zazwyczaj gdy idę do sklepu stacjonarnego to zostawiam tam 200-250 zł. Ich produkty nie należą do najtańszych i też nie ma za dużego wyboru kosmetyków w wersji travel size. Czasami po prostu są one wyprzedane i nie wiadomo kiedy będą. Dzięki kalendarzowi jestem w stanie przetestować wiele ciekawych rzeczy, które od dawna mnie kusiły. Nie da się też ukryć, że zawartość przekracza 300 zł i jest to chyba jedyny racjonalny argument za zakupem tego cuda.

Kalendarz adwentowy Douglas oraz Kiehl's

Czy warto kupować kalendarze adwentowe?
Dla mnie to dodatkowa zabawa przed świętami, taki miły prezent każdego dnia. Mówiłam Wam już kilkukrotnie, że w tym czasie u mnie w pracy jest chaos i każdego prawie dnia ludzie mnie dobijają. Dzięki takie małej drobnostce poprawia mi się choć trochę humor. Oczywiście nikt nikogo nie zmusza żeby od razu kupować kalendarze za taką cenę. Wystarczy spokojnie ta czekoladka dziennie. Jest to też świetny sposób na przetestowanie asortymentu jakiejś marki więc jeśli to Was interesuje to śmiało. Ja mam nadzieję, że w przyszłym roku będą dostępne kalendarze jeszcze innych, bardziej dostępnych cenowo marek aby każda z Was mogła sobie spokojnie na taki pozwolić.


Takie jest moje zdanie na temat kalendarzy adwentowych z kosmetykami. Jestem bardzo ciekawa co Wy o nich sądzicie i czy jakiś w tym roku miałyście? Może jednak uważacie że jest to za droga impreza i wolicie sobie kupić jeden ale droższy kosmetyk w ramach prezentu? Dajcie znać w komentarzach.
Pozdrawiam

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.