DENKO | Zużycia grudnia i stycznia - Origins, L'biotica, Clarins, Pilaten

czwartek, 8 lutego 2018
DENKO | Zużycia grudnia i stycznia - Origins, L'biotica, Clarins, Pilaten

Hej wszystkim! To już chyba czas aby się z Wami podzielić moimi zużyciami ze stycznia i grudnia. Przyznaję, że zwlekałam z tym z jednego prostego powodu - nie znoszę robienia zdjęć do projektu denko! Dodatkowo uzbierało się tego dość dużo i same wiecie, lenistwo wygrywało. Tak więc przygotujcie się na dużą dawkę recenzji i oczywiście zdjęć, które jakoś starałam się zrobić. Zapraszam.

L'biotica, Biowax - Opuntia oil & Mango
Maska jak i szampon w końcu dobiły dna. Jeśli czytałyście moją recenzję to domyślacie się, że strasznie się cieszę z tego powodu. Mają piękny zapach, ale działanie jest fatalne, szczególnie szamponu. Suche, splątane i nienadające się do niczego włosy to stały element tego duetu. Nie polecam i prędzej wrócę do serii z bambusem. 

Clarins, Instant Light Natural Lip Perfector
Niestety to już był czas aby się pożegnać z tymi dwoma błyszczykami. Żeby Wam nie skłamać miałam je dobre 3 lata, jak nie lepiej i po prostu się już zepsuły. Uważam, że są to najlepsze błyszczyki na rynku i została mi jeszcze jedna sztuka, którą kupiłam niecały rok temu. Piękne kolory, karmelowy zapach, naturalny efekt na ustach i dodatkowo nawilżająca formuła. Polecam i na pewno chociaż jeden będę mieć w swojej toaletce. 

DENKO | Zużycia grudnia i stycznia - Origins, L'biotica, Clarins, Pilaten

The Body Shop, British Rose żel pod prysznic
Żele tej angielskiej marki są ze mną już dobre 5 lat. Testowałam prawie wszystkie ich warianty zapachowe ale pierwszy raz coś tu nie zagrało. Z początku zapach mi jakoś nie przeszkadzał, ale po 3-4 użyciu zaczynał mnie męczyć. Tak naprawdę zużyłam go dodając go do prania i wylewając mnóstwo do wanny aby powstała gęsta piana. Polecam jedynie, jeśli ktoś lubi mocno różane zapachy. 

Kerastase, Discipline Fluidissime
To pierwszy i na pewno nie ostatni zakup produktu tej marki. Zachęcona przez fryzjerkę stwierdziłam, że zaszaleję i sprawdzę to cudo. Spray miał ujarzmić moje puszące włosy i dodatkowo chronić je przez temperaturą przy suszeniu. Co najważniejsze, on rzeczywiście działa. Włosy mniej się puszyły, elektryzowały i dodatkowo po dawce ciepłego powietrza nie były suche. Stosowałam go przy każdym użyciu suszarki i wystarczył mi na dobre 10 miesięcy. Na pewno skuszę się na inne produkty tej marki, bo może w tym przypadku droższe znaczy lepsze. 

Biolaven, Serum do twarzy
O tym serum opowiadałam Wam jakieś 2 miesiące temu na Instastories, jestem ciekawa kto pamięta? Zachęcona pozytywnymi opiniami postanowiłam wypróbować kolejny produkt tej polskiej marki. Niestety tak jak i w przypadku żelu nie dogadałam się z zapachem, który dla mnie jest fatalny (ja i lawenda nie lubimy się i to mocno). Kolejny minus to działanie, z początku rzeczywiście widziałam, że moja skóra jest nawilżona ale nagle zaczynały pojawiać się wypryski i podskórne krostki. W tym czasie nie testowałam nic innego, a gdy serum odstawiłam to skóra powoli wracała do siebie. Koniec, końców serum wylądowało na moje włosy i tu się lepiej spisało. Włosy były lekko nawilżone i pięknie błyszczały. 

Yves Rocher, Cherry Blom żel pod prysznic
Jeśli chodzi o kwiatowe zapachy to zapach wiśni zawsze się u mnie sprawdza, ponieważ nie jest nachalny. Wersja od Yves Rocher umilała mi zimowe wieczory ale przyznaję, że bardzo szybko się skończyła. Żel ani nie nawilżył skóry, ani jej nie wysuszył taki przeciętniak bym powiedziała. Zdecydowanie wolę kremowe wersje żeli tej marki, słyszałam jednak że moja ukochana kawa została wycofana!

DENKO | Zużycia grudnia i stycznia - Origins, L'biotica, Clarins, Pilaten

Vitapil, Profesjonalny lotion 
Spray z Vitapilu kupiłam w zestawie z tabletkami i tak działałam na swoje zakola. O ile tabletki brałam codziennie, tak o lotionie często zapominałam bo oblepiał mi włosy. Koniec, końców zużył go mój K i powiem Wam, że byłam w szoku jak mu włosy zaczęły wyrastać. U mnie jakoś tego efektu nie było widać, ale u niego pojawiło się mnóstwo baby hair co mnie strasznie cieszy. W planach mam zakup jeszcze raz spreju właśnie dla ukochanego. 

Vianek, Normalizujący szampon do włosów
Szampon kupiłam z myślą o moich przetłuszczających się zimą włosach. Niestety o tej porze roku, moje włosy mogłabym myć codziennie i w tym roku postanowiłam temu jakoś zaradzić. Postawiłam na Vianek ponieważ ciekawią mnie ich produkty. Szampon pachniał ziołowo, zapewne przez liście pokrzywy, które były głównym składnikiem. Szampon dobrze domywał włosy, miał dość wodnista konsystencję ale całkiem nieźle się pienił. Niestety nie do końca poradził sobie z moimi przetłuszczającymi się włosami. 

Kiehl's, Creme de Corps
Nawet nie wiecie z jaką ochotą sięgnęłam po ten malutki słoiczek masła do ciała. Tyle się nasłuchałam o jego działaniu jak i zapachu, że musiałam sprawdzić. Masło ma dość gęstą konsystencję, która pod wpływem ciepła naszych dłoni lekko się rozpuszcza przez co gładko sunie po naszej skórze. Towarzyszy temu cudowny zapach kokosanek, który utrzymuje się kilka godzin. Nawilżenie rzeczywiście dobre

The Body Shop, French Grape Seed Body Scrub
Z peelingami TBS mam relację love-hate ponieważ bardzo lubię tę markę, ale jeszcze żaden peeling mnie nie zachwycił aż do tego małego cuda. Nigdy nie sądziłam, że jakiś kosmetyk może poprawić jędrność moich ud, a tutaj proszę bardzo efekt po drugim użyciu. Niestety to maleństwo wystarczyło mi tylko na trzy użycia ale zdecydowanie jest wart uwagi i może nawet skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie. Miał też przyjemny zielony kolor i dość specyficzny, lekko ziołowy zapach. 

Origins, GinZing peeling do twarzy
Mam wrażenie, że ten peeling jest ze mną wieki. Używałam go co 3-4 dni przez prawie 2 lata więc jak widać jest mega wydajny. Peeling dość mocno się pieni, co jest rzadkością przy tego typu produktach. W środku znajdziemy za to delikatne drobinki, które nie podrażniają skóry. 

DENKO | Zużycia grudnia i stycznia - Origins, L'biotica, Clarins, Pilaten

Clochee, Lightening-Energizing Eye Cream
Jest to mój pierwszy pełnowymiarowy produkt tej polskiej marki i niestety zawód. Spodziewałam się ochów i achów, a było tylko meh. Hipoalergiczny i do każdego rodzaju skóry, a u mnie czasem powodował łzawienie. Miał rozjaśniać i pobudzać mikrokrążenie, a nie robił zupełnie nic poza lekkim nawilżeniem. Dodatkowo pompka strzelała kremem po ścianach i nie da się tego normalnie kontrolować. Zdecydowanie lepiej się u mnie sprawdza Vianek, który kosztuje 1/4 tego kremu.

Vis Plantis, Żel micelarny 3w1 odświeżający
Bez apelacyjnie jest to najlepszy żel micelarny jaki miałam okazję używać. Świetnie zmywał pierwszą warstwę makijażu i ani razu nie podrażnił mi oczu. Świetnie radzi sobie z tuszami jak i matowymi pomadkami. Jedna pompka zupełnie starcza aby przetrzeć twarz. Tą butelkę miałam dobre 4 miesiące i na pewno wrócę do niego, gdy tylko wykończę micel z Lirene.

Lancome, Advanced Genefique
Ta miniaturka serum wystarczyła mi spokojnie na tydzień użytkowania i powiem Wam, że różnie bywało. Po pierwszym użyciu rzeczywiście byłam mega zadowolona, skóra była jędrna i nawilżona. Każdego następnego dnia ten efekt był co raz słabszy, aż do wielkiego wysypu na podbródku. Takich wielkich nieprzyjaciół to ja nigdy nie miałam, aż wstydziłam się iść do pracy z nimi.

Kiehl's, Clearly Corrective Dark Spot Solution
Produkty Kiehl's mają to do siebie że są mega wydajne, przynajmniej tak jest u mnie. 4 ml serum wystarczyło mi na dobre 2 tygodnie używania i przy tym rzeczywiście poprawiło stan mojej cery. Przebarwienia się zmniejszyły, a mali nie przyjaciele szybciej się goili. Konsystencja była nieco glutowata ale przez to łatwo było rozprowadzić produkt na twarzy bez jego marnowania. Jedyny minus to zapach, mało przyjemny i nawet ciężko mi go określić.

DENKO | Zużycia grudnia i stycznia - Origins, L'biotica, Clarins, Pilaten

Peter Thomas Roth, Pumpkin Enzyme Mask
Kultowa maseczka dyniowa, której recenzja znajduje się już na blogu. Jak dla mnie bardzo fajny produkt, jednak trzeba uważasz na to w jakim stanie jest nasza skóra i na ile ją nakładamy. Potrafi rewelacyjnie oczyścić twarz ale i ją spalić. Raczej jej nie kupię ze względu na cenę, ale był to miły wstęp do peelingów enzymatycznych.

Mystik Warsaw, tusz do rzęs Longevity 
Z początku byłam bardzo zadowolona z tego tuszu. Ładne wydłużał rzęsy, bez ich sklejania i tyle. Takie było jego zadanie i w 100% się wywiązywał. Po jakimś czasie efekt wydłużenia robił się co raz słabszy i koniec końców była to dość przeciętna maskara. Zdecydowanie polecam Wam wersję Voluminate z naturalną szczoteczką. 

Pilaten, Black Mask
Jak dla mnie ta maska zupełnie nie działa, a wręcz przeciwnie jeszcze dodatkowo zapycha pory. Użyłam jej jakieś 5 razy i za każdym razem byłam niezadowolona. Bardzo długo zastyga, a przy tym procesie potrafi nawet ściekać na ubranie. Połowa opakowania poleciała prosto do kosza. 

Miss Sporty, Happy Brow
Produkty do brwi zazwyczaj kupuję w ciemno i tak było tym razem. Wzięłam to co było na promocji i o dziwo trafiłam w 10. Z tego co pamiętam to najjaśniejszy kolor, który był dostępny w Rossmannie i jak dla mnie to ideał dla blondynek. Nie za ciepły, nie za szary i chętnie do niego powrócę. Jedyny minus to trochę za słabo utrwala brwi.

DENKO | Zużycia grudnia i stycznia - Origins, L'biotica, Clarins, Pilaten
DENKO | Zużycia grudnia i stycznia - Origins, L'biotica, Clarins, Pilaten

Bath and Body Works, Body Cream
Dla tego produktu po latach odstawiłam masła do ciała z The Body Shop i nieprędko do nich wrócę. Mam wrażenie, że propozycja B&BW ciut lepiej się wchłania i przy tym równie dobrze nawilża naszą skórę. Nie ukrywam, że ogromnym plusem jest tubka ponieważ przy nabieraniu produktu nic mi nie ląduje pod paznokciem (strasznie mnie to irytuje). No i mają więcej opcji zapachowych. 

Sephora, Out at Sea krem do rąk
Zapach Lagoon od razu przypadł mi do gustu, jednak przy częstym używaniu może powodować ból głowy. Szkoda bo zapach mi przypomina Light Blue od D&G, męską wersje. Nawilżenie było ok bez szału, krem miał lekko wodnistą konsystencję i bardzo szybko się wchłaniał. Jednak nie jest wart swojej ceny (19 zł) i raczej go nie kupię ponownie. Zdecydowanie lepiej sprawdza mi się krem z Evree. 

Maski w płachcie i próbki
W tym roku mam zamiar regularnie zużywać próbki, ponieważ nagromadziłam ich tyle że powoli wysypują się z szuflady. Z próbek, które widzicie to o dziwo każda mi się świetnie spisała. W szczególności polubiłam maseczkę z Kiehl's oraz serum z Clochee, które rewelacyjnie nawilżało moją skórę. Co do masek w płachcie, to o Innisfree mogliście poczytać w ostatnim poście, zaś o Tonymoly na pewno jeszcze przeczytacie bo planuję wpis.


Jak widzicie sporp mi tego ubyło przez te dwa miesiące. Teraz planuję dla Was robienie denek właśnie z dwóch miesięcy aby było co pokazywać, bo jak same wiecie czasem ciężko coś w miesiąc zużyć. Mam nadzieję, że nie zamęczyłam Was tym długim esejem i dałyście radę dobrnąć do końca. Dajcie znać czy coś Wam wpadło w oko i czy miałyście okazje używać, któregoś z produktów. 
Pozdrawiam

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.