Bebok & Tequila...

poniedziałek, 29 lutego 2016
Cześć wszystkim! Dziś post zdecydowanie na luzie, 17 lutego obchodziliśmy dzień kota, a ja nic nie napisałam o swoich maluchach :). Czas to zmienić. Dodatkowo robię drugie podejście do pisania pracy więc mam trochę mniej czasu, ale już niedługo pojawi się kilka nowych recenzji.


RASA:

Oba moje koty są tej samej rasy czyli Maine Coon. Czemu akurat ta rasa? Wiele lat temu twierdziłam że będę miała kota rasy norweski leśny, ale po tym jak zobaczyłam maine coony to się zakochałam. Mocna budowa ciała, rysie uszy, wielkość tych kotów (są one jednymi z największych kotów domowych), są one uważane za koty-psy. Koty te lubią towarzyszyć swoim właścicielom wszędzie. Czy to przy zmywaniu naczyń, czy przy porannej toalecie. Nie powiem że podobają mi się inne rasy typu: koty syberyjskie, brytyjskie, rosyjskie czy właśnie wcześniej wspomniany norweski leśny. Ale nie zapominajmy o naszych europejczykach czyli dachowcach :) Moja mama ma akurat moją kotkę, która została znaleziona na drzewie 7 lat temu :)

HODOWLA:

Hodowla z której kupiliśmy koty to White Orchid. Jest to warszawska hodowla prowadzona przez p. Kingę. Kotki są zadbane, nauczone wszystkiego, nie boją się ludzi. Przed kupnem byliśmy zobaczyć nasze pociechy, od razu otoczyło Nas stado dorosłych już kotów. (Luke <3 )

PIELĘGNACJA i ŻYWIENIE:

Maine coony jako rasa pół-długowłosa wymaga od Nas trochę czasu. Należy koty wyczesywać i o dziwo tego nie lubią :), i czasem wykąpać. Niestety futerko pod ogonem może im się brudzić.
Jeśli chodzi o żywienie to trzeba wiedzieć co potrzeba kotom. Staramy podawać się im surowego kurczaka, suchą karmę jak i mokrą. Od czasu do czasu dostaną jakiś smakołyk. My się śmiejemy z moim K, że nasze koty jedzą lepiej niż my. Kupujemy karmę lepszej jakości niż ta, która jest dostępna w hipermarketach, czyli np. Felix, Kitekat czy Whiskas. Nasze koty jadają Feringę, Cosmę oraz Miaamor jeżeli chodzi o karmę mokrą. Jeżeli chodzi o karmę suchą to wybieramy Applaws, Royal Canin, Feringa. Sklep z którego zamawiamy jedzenie to Zooplus. Mają świetne ceny i wybór karm. Żywienie jest bardzo ważne, jeżeli chodzi o maine coony. Rosną one do 3 lat, więc muszą dostawać wiele witamin, minerałów. Z kotami jak z ludźmi, to jak się żywimy ma duży wpływ na to jak wyglądamy, jak się czujemy.

Ale koniec tego czas na pieszczochy...

BEBOK;

Bebok to nasz pierwszy kot. Urodził się 11 kwietnia 2015 r. więc jest jeszcze młodym kotem. Jak zobaczyliśmy go na zdjęciu zakochaliśmy się. Bebok czy też Bebzon jak ja go lubię wołać to czarno-biały kociak o dość specyficznym charakterze. Nie lubi głaskania, uwielbia za to leżeć w pustej wannie i bawić się korkiem. Z tego co nam wiadomo, może wyrosnąć na dość dużą bestię. Obecnie waży 6,4kg. Lubi sobie pochrapać w ciągu dnia, bawić się kurczakiem i ocierać się ogonem o nogi :) Nie wyobrażam sobie porannej toalety bez jego towarzystwa. Niestety Bebzon był smutny jak zostawał sam więc, wiedzieliśmy że najlepszym rozwiązaniem jest drugi kot. I tak trafiła do Nas Tequila.


TEQUILA:

Tequila jest młodsza od Beboka. Urodziła się 31.05.2015. Jeżeli chodzi o drzewo genealogiczne to Bebok jest jej wujkiem :) Tequila jest drobną kotką i co jest w niej bardzo wyjątkowego to to, że jest ruda. Kotki rude zdarzają się bardzo rzadko, ale tego dopiero dowiedzieliśmy się po jej zakupie. Tequila ma zdecydowanie inny charakter od Beboka. Lubi przychodzić na mizianie, często też z nami śpi w łóżku. A co nas szokowało? To że wszędzie skacze, Bebok nigdy tego nie robił i z reguły maine coony nie za bardzo skaczą. Dzięki temu Tequila często zrzuca zabawki, zbiera kurz z górnych półek :). Tekla bo też zdarza nam się ją tak nazywać jest dość waleczna. Lubi czasem wskoczyć na Beboka i go wytarmosić i wylizać :).


I oto moje koty. Trzeciego na pewno nie będzie bo dwa już przepełniają sobą nasz dom :). Jeżeli macie jakieś pytania to śmiało zadawajcie w komentarzach. Mam nadzieje że taki lekki post Wam się spodobał. A teraz zabieram się do pisania :)
Pozdrawiam,
Joy of Jelly
28

Szybkie zakupy...

sobota, 27 lutego 2016
Cześć wszystkim! Nie wiem czy Wy już też macie dość tej zimy? Raz ciepło, raz zimno, raz pada deszcz, raz śnieg :). Ja już chce wiosny, liści na drzewach i zielonej trawy. Tak bardzo chce wrzucić do szafy szaliki, rękawiczki, kurtki i czapki. No ale nie o tym dzisiejszy post. Ja już rozpoczęłam przygotowanie do wiosny, zakupiłam kilka produktów które mam nadzieje pomogą mi zadbać o siebie. Chociaż w małym stopniu.



Jak wiecie zmagam się z rozdającymi paznokciami od kilku miesięcy. Jak na razie żadna odżywka mi nie pomogła, ani tańsza, ani droższa. Postanowiłam dać paznokciom przerwę w malowaniu (wiecie że ja od kilku lat nie miałam paznokci bez lakieru? Szaleństwo) i zakupiłam serum do paznokci z Regenerum. Dam im 2 tygodnie na regeneracje i zobaczymy co im to da. Skład jest na prawdę bardzo fajny. Znajdziemy w nim olej z orzeszków makadamia, olej ze słodkich migdałów, olejek z pestek winogron i olejek cytrynowy który ma rozjaśnić naszą płytkę. Dodatkowo są witaminy A i E. Dam Wam znać jak poszła kuracja. Cena 15,99 w Super-pharm. 

Jak już dbam o paznokcie, to i może rzęsy też coś dostaną? A czemu nie :). Moje rzęsy są proste, krótkie i jasne. Jak zatem domyślacie się nie jestem z nich zadowolona. Z odżywkami do rzęs u mnie różnie, raz trafiłam na świetną ale ciągle wyprzedana, a drugim razem trafiłam na bubla który nic nie robił z rzęsami. Tym razem znowu postanowiłam zaryzykować, wybrałam L'biotica serum Active Lash, akurat był w promocji za 35 zł więc, cena świetna jak na serum do rzęs. Zastanawiało nie jedno, skoro jest to mała tubka to czemu to pudełko takie duże. W środku znajduję się eleganckie etui na serum, bardzo ładnie to wygląda, chociaż mało praktyczne. Lubi łapać każdy odcisk palca i no powiedzmy sobie szczerze pudełko jest duże. Opakowanie zawiera 3,5 ml produktu, ma nam starczyć na 3 miesiące użytkowania. Plus za dobry aplikator produktu. Pierwsze efekty mają być widoczne po 4 tygodniach użytkowania. Zobaczymy, nie obrażę się jeżeli coś pomoże :P



Przy okazji zakupów w Super-pharm trafiłam na promocje dwóch produktów do paznokci mojego ulubionego Top Coat'u Seche Vite w świątecznej cenie 19,99, z lakierem w prezencie. Wyboru kolorów nie było więc trafił mi się taki dziwny kolor ni to brąz, ni to zieleń. Najważniejsze że zestaw opłacał się bardziej, niż kupno samego Top Coat'u. A kolor przetestuje w przyszłości, albo oddam komuś. Ostatnią rzeczą jest utwardzacz do paznokci z Sally Hansen Hard as Nails. Koleżanka mi go poleciła, podobno świetnie się sprawdza przy rozdwajających i łamliwych paznokciach, Jak wytrwam 2 tygodnie z Regenerum to zobaczymy jak sobie radzi :). Trzymacie za mnie kciuki.


A jak u Was z systematycznością? Bo u mnie wychodzi to słabo :P
Pozdrawiam,
Joy of Jelly

12

Tego jeszcze nie było...

środa, 24 lutego 2016
Hej wszystkim! Bohaterem dzisiejszego posta będzie owoc, którego zapach jest mi dobrze znany ale niekoniecznie smak. A jest nim mango! Jak wiecie lubię się z Wami dzielić swoimi pomysłami na koktajle i tym razem chciałabym Wam przedstawić co wymyśliłam. Będąc w Almie postanowiłam zaszaleć i do koszyka poza standardami dla mnie (pomarańcza, kiwi) trafiło właśnie mango i grejpfrut. Sok specjalnie zaplanowałam dla dwóch osób, żeby ktoś z bliskich również mógł skosztować :).



Do blendera wpadło:
1 pomarańcza
1 grejpfrut
4 kiwi
1 mango
garść jarmużu
2 łodyżki mięty


A czemu tak właściwie mango? Cóż, wynika to z czystej ciekawości. Tak jak pisałam, lubię kosmetyki o zapachu mango. Poza pięknym zapachem, sam owoc bogaty jest w miedź, potas i magnez. Jest również doskonałym źródłem wit. C, A i E a te dwie ostatnie świetnie wpływają na kondycję skóry i zdrowie oczu. Niestety okazało się że grejpfrut przejął całkowicie smak koktajlu. Nie jest źle, chyba że ktoś nie lubi gorzkiego smaku. Wtedy, wybaczcie mi :).


A wy lubicie mango? Macie może jakieś przepisy w którym składnikiem jest ten owoc?
Pozdrawiam,
Joy of Jelly

27

Denko i szybka recenzja...

niedziela, 21 lutego 2016
Cześć wszystkim! Dziś przedstawiam Wam moje pierwsze denko i szybką recenzję tych produktów. Nie wiem czy Wy też tak macie, że cieszycie się jak coś skończycie. Szczególnie cieszę się jak zużyję żele pod prysznic (mam ich ogromny zapas) i kolorówkę.

 

Jak widać z kolorówki wpadł tylko podkład z Laura Mercier który trafił do moich styczniowych ulubieńców. Więcej o nim tutaj: * klik *. Cieszę się że go skończyłam, bo jak wiecie mam sporo podkładów do przetestowania. A staram się najpierw coś skończyć zanim otworzę nowy produkt.
Dodatkowo skończyłam krem z Clarins Hydra Quench SPF 15 który zakupiłam w czerwcu? Więc jak widać starczył mi na wiele miesięcy. W okresie letnim stosowałam go na wieczór, zaś zimą na dzień. Pozostawia lekki film na buzi więc nie każdemu się przypadnie do gustu. Pisałam o nim w poście z pielęgnacją twarzy: * klik *.


Kolejne dwa produkty to mój ulubiony zmywacz do paznokci z Isany. Żaden inny nie zmywa tak świetnie jak ten, w dodatku niska cena i wielka butla która starcza na kilka miesięcy. Teraz niestety użeram się ze zmywaczem z Super-pharm ehhh, abym go szybko zużyła :). Drugim produktem jest świeca z Bath and Body Works, pięknie pachnie rabarbarem i truskawkami. Za każdym razem gdy ją paliłam przypominało mi się lato. Gdzie jest słońce ja się pytam??


W lutym udało mi się zużyć trochę mydełek do rąk i już wiem że zdecydowanie lepiej opłaca się kupować pianki do rąk z Bath and Body Works niż żele. Są bardziej wydajne, a cena jest taka sama więc po co przepłacać. Mydło do rąk z Yves Rocher również świetnie się używało, piękny zapach pomarańczy i cynamonu który przypominał święta. Do kosza trafił też mój ulubiony płyn micelarny z Garniera, już kolejna butelka stoi w łazience. Stosuję go rano i wieczorem przy demakijażu oczu. Butla 400 ml starcza mi na 2-3 miesiące, a kosztuję ok 17 zł. Wiele osób zna więc nie ma co się rozpisywać.


Udało mi się zużyć trochę próbek które nazbierałam w grudniu, Firma L'occitane jak zwykle mnie nie zawiodła, piękne zapachy, dobre działanie i próbki starczyły mi na kilka użyć. Już wiem że na pewno wrócę w przyszła zimę do olejku do kąpieli z migdałów. Świetnie natłuszcza skórę i ten zapach! Rozprowadza się trochę tępo ale wybaczam mu to. Tonik z Clarins stosowałam rano aby oczyścić twarz, rozświetlał skórę, ale nie nadawał się na okolicę oczu, więc wiem że już go nie kupię. Wolę produkty które mogę stosować na całą twarz i nie bać się że mnie podrażnią. 


Czy są tematy/produkty które chciałybyście aby poruszyła na blogu? Czy interesowały by Was posty o tematyce biżuteryjnej, Wiem że wiele osób się na tym nie zna i jest zakłopotanych u jubilera. Dajcie znać w komentarzach :).
Pozdrawiam,
Joy of Jelly


P.S Jeśli chodzi o lakier z Golden Rose Prodigy Gel Duo na moich paznokciach wytrzymał 3 dni, ale nie ma co się dziwić paznokcie strasznie mi się rozdwajają więc będę go testować jak polepszy się ich stan. Koleżanka testowała też z innym lakierem z Golden Rose i u niej z tym Top Coat'em trzymał się lakier 5 dni :)


28

Walentynkowe love...

czwartek, 18 lutego 2016
Cześć wszystkim! Już po Walentynkach, dla jednych jest to dzień jak co dzień, a dla innych chwila aby spędzić czas z ludźmi których się kocha. Ja w tym roku niestety Walentynki obchodziłam w pracy, a mój chłopak na sesji na uczelni. Więc mało romantycznie, ale oczywiście bez prezentów się nie obyło. Każde z Nas uwielbia się zaskakiwać i się obdarowywać od czasu do czasu. W tym roku do moich łapek trafiły 3 kosmetyki z The Body Shop z ich najnowszej kolekcji British Rose.


"Unikatowa mieszanka British Rose od The Body Shop jest pozyskiwana z angielskich róż, w 100% organicznie uprawianych w Herefordshire, Anglia; wybranych ze względu na złożoność swojego zapachu, idealnie oddającego doświadczenie zanurzania swego nosa w płatkach tego pachnącego kwiatu.

Dokładny proces ekstrakcji daje nam wyjątkową jakość różanej esencji, którą następnie wykorzystujemy w naszych produktach."



Linia British Rose jest dosyć szeroka, znajdziemy w niej standardowo żel, masło, peeling, balsam z drobinkami, ale dodatkowo jest też płyn do kąpieli, mydełko, perfumy i...kosmetyki do makijażu. Czyli lakier do paznokci, paletka z cieniami i różami, oraz 3 barwniki które możemy używać na policzki czy usta.


Ja za kosmetykami do makijażu z The Body Shop nie szaleję. Żaden z nich nigdy mi się nie sprawdził, więc na pewno na nowości się nie skuszę. Ale co innego z kosmetykami do pielęgnacji. Zapach róż uwielbiam, są to też moje ulubione kwiaty. Więc napomknęłam chłopakowi o nowej serii (ups..) i na szczęście dostałam, żel, masełko i krem do rąk. Już nie mogę się doczekać aż ich użyje :).


A jak Wy spędziłyście Walentynki? I co sądzicie o tym "święcie"?
Pozdrawiam,
Joy of Jelly




24

Nails | Golden Rose - Prodigy Gel Duo

poniedziałek, 15 lutego 2016
Hej wszystkim! Czy ja mówiłam, że nie kupię już żadnego lakieru do paznokci? Hmmmm...no niestety wpadłam. Zobaczyłam na blogu Saurii * klik * nową kolekcję Golden Rose, Prodigy Gel Duo i stwierdziłam: muszę to mieć! Nigdy nie testowałam lakierów stricte żelowych, a wykończenie mają piękne. Kolorów jest 23, ja zdecydowałam się na kolor nr 02, czyli jasny pudrowy róż. Od razu mówię, że chyba skuszę się na jeszcze jakiś kolor.



"Prodigy Gel Duo to produkt, który daje efekt żelowych i błyszczących paznokci niczym z salonu kosmetycznego. Wyróżnia się prostą aplikacją, dzięki której można bardzo szybko stworzyć profesjonalnie wyglądający manicure. 
Produkt utrzymuje się na paznokciach aż do 7 dni, a jego usuwanie jest bardzo łatwe i nie wymaga użycia acetonu. "


Jako bazę nałożyłam odżywkę z Maybelline Express Manicure - Nail Strengthener, później tak jak zaleca producent 2 warstwy koloru i na to jedną warstwę top coatu. I czekamy aż wyschną w naturalnym świetle. 

W opakowaniu znajdziemy Gel Colour oraz Gel Top Coat który bez użycia lampy UV da nam efekt żelowy. Jeżeli chodzi o długotrwałość to ciężko na razie mi coś na ten temat powiedzieć. Noszę 2 dzień, jestem po zmywaniu, sprzątaniu, a paznokcie nienaruszone! Wątpię w 7 dni, ale zobaczymy. Na pewno dam Wam znać. Cena zestawu to 22,90 zł, a pojedynczy kolor kosztuje 10,90 zł. 




Używałyście już tej nowości?
Pozdrawiam,

27

3x Tak | L'oreal, Yves Rocher oraz Vatika

sobota, 13 lutego 2016
Witam wszystkich! Ostatnio zrobiłam posta z trzema produktami które uważam, że są na nie. Tym razem chciałabym Wam przedstawić trzy produkty, które się u mnie sprawdziły i mogę je Wam polecić. Używam tych produktów od dłuższego czasu więc mogę już coś o nich powiedzieć. 
12

Zamówienie z TRINY.pl

czwartek, 11 lutego 2016
Hej wszystkim! Triny.pl to sklep który odkryłam niedawno przy okazji czytania bloga Anwen * klik * chyba każdy ją zna :). Zazwyczaj zamawiałam kosmetyki ze strony Helfy.pl, ale niestety koszty dostawy zawsze mnie odstraszały. Tym razem postawiłam na inna firmę i się nie zawiodłam. Koszty przesyłki o wiele mniejsze, paczka dotarła do mnie bardzo szybko bo w zaledwie 2 dni. A co się w niej znalazło? O tym już za chwilkę.


Pisałam Wam o moich postanowieniach noworocznych :) i jedno z nich było o pielęgnacji włosów. Właśnie dlatego te zakupy. Wybrałam dwa produkty które polecała Anwen, czyli Odżywkę Tybetańską do włosów, która ma zapewnić włosom objętość i siłę. Nigdy nie miałam do czynienia z produktami firmy Planeta Organica więc jestem bardzo ciekawa efektów. Co najfajniejsze, odżywka zamknięta jest w opakowaniu z pompką, więc nie będzie problemu z wylewaniem produktu.

Druga rzecz to Olejek do włosów poprawiający wzrost włosów od Babuszki Agafii. Aktualnie kończy mi się mój olej z czarnuszki z Dabur i na chwilę obecną nie kupię go ponownie. Nie wiem czy to on, czy szampon z Yves Rocher spowodował podrażnienie mojej skóry głowy i łupież. Więc będę sprawdzać. Co już mi się podoba w olejku to na pewno zapach, lekki i świeży. Ostatnia rzecz to Maseczka Staroałtajska do włosów również od Babuszki Agafii. Tę wybrałam już sama. Kiedyś miałam maseczkę drożdżową i byłam zadowolona z efektów, ale nie z konsystencji produktu dlatego jestem ciekawa jak sprawdzi się ta.


A wy używałyście tej maseczki?
Pozdrawiam,
Joy of Jelly
12

Avocado, trochę inaczej...

wtorek, 9 lutego 2016
Cześć wszystkim! Ostatni post o koktajlu chyba przypadł Wam do gustu, więc dziś kolejny pomysł. Wiele osób pisało, że to coś mało jak na śniadanie :). Generalnie ja nie lubię jeść dużo z rana, ciężko mi coś więcej wepchnąć. Jem co 3-4 godziny, więc następny posiłek jest już bardziej konkretny. Pamiętajcie, że koktajl można również pić w innych porach dnia, ale ważne żeby nie spożywać owoców i warzyw po godz. 18. Inspiracją do mojego koktajlu było zdjęcie które znalazłam na tumblrze z koktajlami i postanowiłam spróbować. Od razu mówię, że może on nie przypaść wszystkim do gustu bo jednym ze składników jest avocado.


Do blendera wpadło:

1 dojrzałe avocado
1 limonka
1 banan
1 łyżeczka miodu
pół szklanki wody


Ja sama rzadko jem avocado, bo nie jestem jakąś wielką fanką. Kiedyś używałam je zamiast masła na kanapki. Teraz właściwie nie jadam pieczywa więc już tak nie eksperymentuje. Jak wiadomo avocado jest dość kaloryczne, ale zawiera zdrowe tłuszcze więc warto czasem się skusić. Nie bójcie się tłuszczy, są one potrzebne do właściwego funkcjonowania naszego organizmu. Avocado jest źródłem wapnia, potasu, wit. C, E i A, ale również kwasu pantotenowego. A co daje nam ten kwas? Uczestniczy on w regeneracji tkanek, poprawia stan włosów oraz pigmentację naszej skóry. Jak również zapobiega przemęczeniu i usprawnia układ pokarmowy oraz nerwowy. Oczywiście nie występuje on tylko w avocado więc nie ma tragedii :).

Do avocado dorzuciłam również kiwi, miód i limonkę dla smaku. Gdy już zmielicie te 4 składniki należy dodać wodę. Ponieważ konsystencja nie nadaje się do picia, wystarczy pół szklanki wody. Należy wlewać po trochu i blendować. Jeżeli nadal będzie dla Was za bardzo gęste można dolać trochę więcej wody nic to nie zaszkodzi, a przynajmniej więcej wody dostanie się do organizmu :).



Któraś z Was kiedyś próbowała koktajlu z avocado? Może jakieś pomysły?
Pozdrawiam,
Joy of Jelly






12

Lush Oatifix - Recenzja

sobota, 6 lutego 2016
  Cześć wszystkim! Niedawno przedstawiałam Wam moje zakupy z Lush. Jedynym kosmetykiem do pielęgnacji była maska do twarzy Oatifix. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z maseczkami z tej firmy dlatego postanowiłam się skusić na jedną. Czemu akurat ta? O tym przeczytacie poniżej.



  Za oknem zima, moja skórą tą porą lubi się przesuszać, a ta maska właśnie ma za zadanie nawilżyć i przy okazji wygładzić naszą twarz. Dodatkowo drobinki migdałów które znajdują się w masce, przy nakładaniu na twarz peelingują. Nie jest to mocne zdzieranie skóry,nie trzeba się go bać. W maseczce znajdziemy również miód, który ma działanie antybakteryjne, owies oraz banana, który jest jej podstawą. Zapewne domyślacie się, że zapach tej maski jest cudowny. Nie raz chciałam jej spróbować, a trzymając ją na twarzy od razu robiłam się głodna.

A jak ona działa? No cóż -nawilża, wygładza, rozświetla skórę. Czyli wszystko to co obiecuje. Jest to chyba najlepsza maseczka jakiej kiedykolwiek używałam. Wszelkie zaczerwienienia na skórze znikają po jej użyciu, skóra jest gładka jak pupcia niemowlęcia. Jedyny minus jaki posiada to termin przydatności. Niestety ale maska ważna jest tylko 4 tygodnie od daty produkcji i trzeba trzymać ją w lodówce. Jej cena to 10,45 euro za 45 ml.





Zalety:
- nawilża
- wygładza
- wyrównuje koloryt skóry
- peelinguje
- pięknie pachnie
- całkowicie naturalna

Wady:
- krótki termin przydatności (4 tygodnie)
- dostępność

  Skład: Glycerine, Fine Oatmeal (Avena sativa), Fresh Organic Bananas (Musa paradisiaca), Water (Aqua), Ground Almonds (Prunus dulcis), Illipe Butter (Shorea stenoptera), Kaolin, Talc, Vanilla Pod (Vanilla planifolia), Vanilla Absolute (Vanilla planifolia), Sandalwood Oil (Santalum austro-caledonicum vieill), Benzoin Resinoid (Styrax tonkinensis pierre), *Coumarin, *Benzyl Cinnamate, *Linalool, Perfume, Gardenia Extract (Gardenia jasminoides)

Więc jeśli macie sposobność aby zakupić maseczkę, polecam gorąco ale najlepiej podzielić się z nią z mamą, przyjaciółką czy siostrą. Moja niestety nie została zużyta do końca i w połowie musiałam ją wyrzucić, a szkoda.






A wy używałyście jakichś produktów z Lush? Polecacie coś?
Pozdrawiam,
Joy of Jelly

25

3 fakty o mnie...

czwartek, 4 lutego 2016
Cześć wszystkim! Czas abym powiedziała o sobie coś więcej, abyście mogły mnie poznać bliżej skoro ostatnio moim czytelników się powiększyło (dzięki!). Krótki, lekki wpis, a w nim 3 fakty o mnie. Mam nadzieję że Was nie zanudzę, a raczej zainteresuję.

1. Koty, koty i jeszcze raz koty!
U mnie w domu zawsze były psy, aż którejś zimy sąsiadce okociła się kotka i wtedy trafiła do Nas Kicia - biało-czarna mała kulka. Od tego momentu zakochałam się w kotach. Lat miałam z 8, kotka niestety mnie nie znosiła ale to mnie do niej nie zrażało. Koty są i będą bliskie mojemu sercu, czy to duże czy małe ale zawsze. Sama mówię, że jestem jak taki kot: zielone oczy, spod znaku Lwa, wszystko chcę robić po swojemu i szukam towarzystwa jak tylko mam na to nastrój. Figurki kotów możecie w moich mieszkaniu znaleźć właściwie wszędzie, przywożę je z różnych zakątków świata, np. Bułgaria, Grecja czy Hiszpania. Obecnie mam dwa zwierzaki w domu, kotkę i kota którego już zdążyłyście zobaczyć :) Jeśli chcecie je oglądać regularniej zapraszam na mojego instagrama * klik *



(ale śliczności ;3 )

2. Tatuaże.
Nie każdy je lubi, nie każdy toleruje, a dla innych są one obojętne. Tatuaże lubię od zawsze, długo się nosiłam z myślą żeby sobie zrobić. Stwierdziłam w końcu że żyję się raz! Obecnie mam dwa, ale może i niedługo pojawi się i trzeci. Pssss...jeden z nich przedstawia kota :3. Sama również próbuję swoich sił w robieniu, na razie na syntetycznej skórze, ale może za kilka miesięcy? Lat? Kto wie.



3. Fantastyka.
Czy to książka, czy to film, czy to muzyka, czy nawet gra komputerowa. Wszystko zaczęło się od mojej mamy, która zaraziła mojego brata, a później trochę mnie. Wychowałam się ze starszym bratem, który uwielbia science-fiction i fantasy. To on pokazał mi gry komputerowe, wpoił mi swoją wiedzę. Przez wiele lat szkolnych, byłam uważana za dziwną osobę ponieważ wolałam spędzić czasami te kilka godzin grając w coś na komputerze, a inni woleli iść na imprezę. Przez jedną z gier (World of Warcraft) poznałam swojego obecnego chłopaka, graliśmy ze sobą przez rok, wraz z innymi znajomymi i postanowiliśmy się spotkać. Od tam tej pory jesteśmy parą, od pół roku mieszkamy ze sobą i nadal gramy w gry :). Dzięki graniu w gry nauczyłam się swobodnie posługiwać językiem angielskim, co w późniejszym życiu jest dla mnie bardzo ważne.



Mam nadzieję że Was nie zanudziłam :).
Pozdrawiam,
Joy of Jelly
16

9 produktów które muszę mieć!

wtorek, 2 lutego 2016

Cześć wszystkim! Dziś post którego u mnie jeszcze nigdy nie było. Czyli moja wishlista. Ostatnio coraz bardziej przeglądam strony i wiele rzeczy mi się podoba. Kilka przemyślałam i wpadłam. Muszę je mieć!

16
Obsługiwane przez usługę Blogger.