Monday Post | Makeup Geek, pomadki Plush Cream & Matte

poniedziałek, 26 lutego 2018
Monday Post | Makeup Geek, pomadki Plush Cream & Matte

Cześć wszystkim! Dziś witam się z Wami wieczorem z postem pomadkowym. Przed Wami ostatnia odsłona pomadek Makeup Geek, które posiadam i tym razem przedstawię Wam serię Plush Cream oraz Plush Matte. Jak widzicie produkty, które posiadam są w dość żywych, mocnych i iście wiosennych kolorach. Może chociaż tym przywołam odrobinę słońca i ciepła. Zapraszam do dalszej części wpisu, jeśli jesteście ciekawe jak pomadki mi się sprawdziły.

Plush Cream
Na naszym polskim rynku ciężko spotkać płynną kremową pomadkę i tym bardziej w mocnych kolorach. Powoli się to zmienia, lecz na naszych półkach z pewnością królują maty. Plush Cream zamknięte są w dłuższych opakowaniach i tutaj ponownie muszę pochwalić Makeup Geek za wykonanie świetnej roboty. Wszystkie pomadki raczej wrzucam po prostu do plecaka i nie przejmuję się tym czy opakowanie się porysuje. Pomimo wielu podróży pomadki wyglądają jak nówki sztuki. 

Produkt ma nie tylko kremowe wykończenie, ale i formułę dzięki czemu dobrze rozprowadza się na ustach i nie tworzy smug. Nie zauważyłam aby wysuszały mi usta, nawet po całodniowym noszeniu. Plush Cream dostępne są 9 kolorach, czyli dość mało jak na MG i występują raczej w stonowanych odcieniach - wyjątkami są moje dwie sztuki oraz Trophy Wife. Jak zwykle pomadki te nie są jeszcze dostępne u nas, ale bez problemu możecie zamówić je z oficjalnej strony za cenę $14 lub poszukać w drogeriach internetowych. 

Monday Post | Makeup Geek, pomadki Plush Cream & Matte

Kolor, kolorowi nierówny
Kolory, które do mnie trafiły to fiolet z nutą różu - Prankster, który mogłyście podziwiać już na moim Instagramie oraz Free Spirit, czyli pomidorową czerwień. Jeden jak i drugi kolor testowałam w warunkach domowych jak i w pracy aby sprawdzić jak ta formuła mi się sprawdzi. Nie wiem czemu ale Prankster trochę inaczej zachowuje się niż Free Spirit i zupełnie nie rozumiem czemu. Ten pierwszy nie rusza się z ust, zaś czerwień nie dość że wylewa się za krawędź to i często ląduje na zębach. Mam wrażenie, że jest ona ciut bardziej wodnista i przypuszczam, że to jest przyczyną niekomfortowego noszenia.

Skład: Dimethicone, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2, Octyldodecanol, Dimethicone Crosspolymer, Diisostearyl Malate, Hydrogenated Polyisobutene, Nylon-12, Vinyl Dimethicone/Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, Polyethylene, Kaolin, HDI/Trimethylol Hexyllactone Crosspolymer Cyclotetrasiloxane, Sorbitan Oleate, Limonene, Caprylic/Capric Triglyceride, Flavor/Aroma, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Linalool, Citral, Citronellol, Geraniol

Plush Matte
Jak wiecie jestem fanką matu na ustach i w takim wydaniu czuję się najlepiej i najpewniej. Wiem, że pomadki zastygają, nigdzie nie migrują ale trzeba się liczyć z tym, że wysuszają usta. W przypadku Plush Matte jest dokładnie tak samo. Mocno napigmentowana i przy tym niewyczuwalna na ustach, a jak radzę sobie z przesuszeniem w ciągu dnia? Wklepuję delikatnie palcem balsam do ust - najlepiej sprawdza się do tego zwykła wazelina. Warto wspomnieć, że obie serie nie zawierają parabenów, są wegańskie i cruelty-free. Matowa wersja dostępna jest w niższej cenie $12 w pojemności 1,8ml.

Monday Post | Makeup Geek, pomadki Plush Cream & Matte
Monday Post | Makeup Geek, pomadki Plush Cream & Matte

Czerwień idealna
W swojej kolekcji posiadam Chatterbox czyli klasyczny koral. Dla mnie to kolor stworzony aby go nosić wiosną oraz Beauty Queen. Czerwień idealna i przyznam Wam się szczerze, że to moja ulubiona pomadka z dzisiejszego postu. Intensywna, ciepła i mocno kobieca - tak, niestety powoduje, że nasze zęby wydają się żółte. Jednak już dawno nie sięgałam tak chętnie po czerwień na ustach jak w tym przypadku. Obie pomadki mają takie same właściwości, spokojnie noszą się do pierwszego tłustego posiłku. Po 5 godzinach zauważyłam, że zjadają się na środku i tutaj warto jednak pomadki nie dokładać, tylko najpierw zmyć całość. W ofercie Plush Cream możemy znaleźć aż 18 kolorów, mnie w oko wpadły jeszcze trzy: Plain Jane, Soccer Mom i Cougar.

Skład: Dimethicone, Polymethylsilsesquioxane, Dimethicone Crosspolymer, Caprylyl Methicone, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Stearoyl Inulin, Acetylated Glycol Stearate, Phenoxyethanol, Water/Aqua, Glyceryl Behenate, Cyclotetrasiloxane, Isoceteth-10, Ethylhexylglycerin, Stearic Acid, Limonene, Cyclopentasiloxane, Caprylic/Capric Triglyceride, Flavor/Aroma, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Linalool, Citral, Glycerin, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract Citronellol, Geraniol



Tak prezentują się moje ostatnie cztery pomadki tej amerykańskiej marki. Jestem ciekawa czy same miałyście okazję testować ich produkty i która z pomadek wpadła Wam w oko. Coś czuję, że będzie to koral. Jak zawsze czekam na Wasze komentarze.
Pozdrawiam

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.