Z wizytą w Azji | Tonymoly, I'm real - recenzja maseczek w płachcie cz.1

czwartek, 19 kwietnia 2018
Z wizytą w Azji | Tonymoly, I'm real - recenzja maseczek w płachcie cz.1
Cześć wszystkim! Nie da się ukryć, że jestem wielką fanką masek w płachcie. Zawsze staram się Wam polecać te najlepsze, ale czasami muszę Was też przestrzec przed zakupem bubli. Tego typu produkty nie są jeszcze u nas tanie i jeśli już mamy wydać te 12-20 zł na maskę to wybierzmy tę która rzeczywiście zadziała. Przy swoim pierwszym zamówieniu na Jolse zdecydowałam się na zestaw masek z Tonymoly z serii I'm real i dziś opowiem Wam o trzech z nich. Zapraszam!

Tonymoly, I'm real Lemon 
W tym mocno energetycznym opakowaniu kryje się maseczka cytrynowa, która ma za zadanie rozjaśnić naszą skórę. Jak możecie się domyślić jej zapach jest cytrynowy, ale nie nachalny. Maski z serii I'm real są mocno nasączone esencją i potrafią cieknąć, lepiej założyć jakiś gorszy t-shirt albo przykryć się ręcznikiem. Jak widzicie w składzie ekstrakt z cytryny jest dopiero w połowie jak większość wartościowych składników takich jak ekstrakt z lukrecji i aceroli. 

Po 20 minutach maska powoli wysychała więc czas ją zdjąć. Tutaj niestety nastąpiło wielkie rozczarowanie bo nie zauważyłam zupełnie niczego. Skóra była mokra, minimalnie nawilżona ale nawet nie ukoiła mojej skóry. Nie szczypała w oczy, nie podrażniła skóry w okół nosa - po prostu jakbym nic nie nałożyła. Tego się nie spodziewałam. 

Z wizytą w Azji | Tonymoly, I'm real - recenzja maseczek w płachcie cz.1
Z wizytą w Azji | Tonymoly, I'm real - recenzja maseczek w płachcie cz.1
Tonymoly, I'm real Seaweeds
Maseczka z wodorostami to dla mnie całkowita nowości i muszę przyznać, że dość szybko wylądowała na mojej twarzy. Producent przedstawił ją jako maseczkę oczyszczającą i rozświetlającą. Tak jak w przypadku cytryny maseczka zawierała w opakowaniu mnóstwo esencji, którą później można wykorzystać do wklepania w dekolt i szyję. Kolejne podobieństwo to skład, tutaj również nie ma zachwytu. Fucus Vesiculosus Extract czyli nasze wodorosty znajdują się niemalże w połowie. Składnik ten jest znany z wiązania wody w skórze, nawilżania czy ujędrniania. Na pewno to wszystko prawda, ale w tym przypadku raczej się tego nie dowiemy.

Po odpakowaniu zaskakuje nas przyjemnie świeży, lekko męski zapach. A jak z działaniem? Maska mocno nawilżyła moją skórę i ten stan utrzymywał się następny dzień. Niestety nie zauważyłam efektu oczyszczenia, a raczej podrażnienie. Moja skóra była lekko zaróżowiona, co zdarzyło mi się pierwszy raz po zastosowaniu tego typu masek. 

Z wizytą w Azji | Tonymoly, I'm real - recenzja maseczek w płachcie cz.1
Z wizytą w Azji | Tonymoly, I'm real - recenzja maseczek w płachcie cz.1
Tonymoly, I'm real Rice
Jeśli chodzi o maskę ryżową to miałam okazję używać dwóch sztuk. Pierwszą zakupiłam w TK Maxx za 13 zł więc i tak taniej niż w Sephorze, gdzie o ile się nie mylę. ale maski kosztują 20 zł. Wersja ryżowa oznaczona jest jako Clear skin i co najciekawsze wcale nie ma oczyścić naszej skóry, ale ją rozświetlić. Kiedyś słyszałam taką ciekawostkę, że Azjatki ochlapują swoją twarz wodą w której gotowały ryż, przez co ich skóra jest własnie rozjaśniona. 

Zapach tej maski jak w przypadku dwóch pozostałych wersji już nie jest taki przyjemny. Pachnie trochę starymi kosmetykami babci. Interesujące jest to, że w składzie tej maski znajdziemy olej mineralny już jako trzeci składnik oraz zapach przesunął się z ostatniego miejsca trochę bliżej środka. Szkoda, bo na ostatnim miejscu mamy śluz ślimaka, który działa rewelacyjnie na naszą skórę. Po 15 minutach byłam mile zdziwiona bo maska spisała się zdecydowanie lepiej niż jej poprzedniczki. Twarz rzeczywiście była nawilżona i lekko rozjaśniona. Nadal nie był to efekt wow, ale można było zauważyć różnicę przed i po.


Tak prezentuje się pierwsza trójka maseczek od Tonymoly. Jak widzicie cena nie idzie w parze z jakością. Składy są mocno średnie i tym przypadku zdecydowanie odradzam Wam ich zakup. Niedługo pojawi się recenzja pozostałych maseczek w płachcie i oby były lepsze, bo jeszcze nie wszystkie wylądowały na mojej twarzy. Miałyście okazje używać tych maseczek? Ile byłybyście w stanie wydać na maskę w płachcie wiedząc, że działa cuda? Jestem bardzo ciekawa Waszych odpowiedzi. 
Pozdrawiam




Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.