The Body Shop | Najlepszy kalendarz adwentowy?

czwartek, 24 stycznia 2019
The Body Shop | Najlepszy kalendarz adwentowy?
Cześć wszystkim! Mam już końcówkę stycznia, a ja dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że nie dałam Wam znać jak spisał się kalendarz adwentowy, który miałam w 2018 roku. Również dość późno załapałam, że przydałoby się zrobić zdjęcia przed otworzeniem pierwszego okienka. Tak więc trochę chaotycznie, ale nadal zapraszam. Przygotujcie się na dość dużą ilość zdjęć i tekstu, polecam herbatę czy kawę do czytania. 

Co roku odliczanie do Świąt umila mi właśnie kalendarz adwentowy. Dwa razy miałam ten z L'Occitane, raz z The Body Shop, Kiehl's oraz Douglas. Obiecałam sobie, że w końcu zdecyduję się na ten z Rituals, ale jak widzicie ponownie gościł u mnie The Body Shop. Przyznam szczerze, że do tego poprzedniego nie byłam do końca przekonana i w tym roku przed zdecydowaniem co bym chciała, obejrzałam zawartość. Staram się tego raczej nie robić, bo lubię ten moment niespodzianki, ale to jednak 499 zł. The Body Shop postanowił wypuścić w zeszłym roku aż trzy kalendarze, Jelonek (349 zł), Sowa (229 zł) i właśnie wcześniej wspomniany Lis. Przyznam szczerze, że jedynie opłacało się zakupić najdroższą wersję ponieważ w środku mieliśmy produkty o wartości 1096,30 zł

The Body Shop | Najlepszy kalendarz adwentowy?
The Body Shop | Najlepszy kalendarz adwentowy?
Sam kalendarz wykonany był świetnie i pomimo tego iż leżał połowę listopada na stole i koty po nim szalały to nic się z nim nie stało. Wielkie pudło z dwoma skrzydłami kryło aż 25 pudełeczek, które po otwarciu można było odwracać i powstawał obrazek (zaczaiłam dopiero po otworzeniu 3-4 pudełek). Z tyłu mamy oczywiście wszystko opisane, nazwy produktów, pojemności i ile czasu mamy na zużycie produktu po otwarciu. Szczerze mówiąc gdy przyszło do otwierania zupełnie zapomniałam co ma się kryć i rzeczywiście miło się zaskakiwałam każdego dnia. Do tej pory nie rozumiem otwierania całego kalendarza pierwszego dnia, gdzie tu frajda?

The Body Shop | Najlepszy kalendarz adwentowy?
The Body Shop | Najlepszy kalendarz adwentowy?
Żeby nie było tak pięknie to oczywiście znalazły się dni kiedy po otworzeniu okienka miałam w głowie "meh". Jednak o dziwo tych dni było mało, a większość z nich nadal możecie zobaczyć na moim koncie na Instagramie * klik *. Tak więc co mi takiego nie podpasowało? W środku oczywiście poza pielęgnacją znajdowały się produkty do makijażu, które niekoniecznie były ciekawe. Zwykła czarna kredka, tusz do rzęs (dwustronny, z tymi okropnymi pyłkami do pogrubiania rzęs) i brzoskwiniowa matowa pomadka w płynie. Niestety są to produkty, po które zupełnie nie sięgnę i lecą do torby na rozdania. Później mamy zestaw do ciała, żel i jogurt do ciała o zapachu Moringi. Jestem w szoku, że zdecydowali się na ten zapach ponieważ, jest on dość charakterystyczny, kwiatowy i dla mnie przy dłuższym używaniu męczący. Liczyłam na coś z zimowej kolekcji, szkoda. Ostatnie minusy lecą do dwóch kremów do rąk. W asortymencie TBS mamy cudowny krem z serii Hemp i tak naprawdę tyle. British Rose i Mango to kremy typowo torebkowe, szybko wnikają w skórę, lekko nawilżają i po każdym umyciu dłoni trzeba się posmarować. Szczerze mówiąc zupełnie nie warte swojej ceny, ale zużyć zużyję. 

The Body Shop | Najlepszy kalendarz adwentowy?
The Body Shop | Najlepszy kalendarz adwentowy?
The Body Shop | Najlepszy kalendarz adwentowy?
Porozmawiajmy jednak o pozytywach tego kalendarza, a ich było sporo. Z góry zaznaczam iż TBS nie ma cudownych składów, więc jeśli ktoś szuka czegoś naturalnego, och i ach to raczej nie ten sklep. Jednak mają oni produkty cruelty free i wegańskie co moim zdaniem jest dużym plusem. Przejdźmy do meritum, marka zapakowała dużo pełnowymiarowych produktów i to nie byle jakich. Mamy tutaj Himalayan Charcoal, czyli oczyszczającą maseczkę do twarzy, krem do twarzy i maskę całonocną z serii Drops of Youth, olejek do twarzy Oils of Life oraz balsam do ciała o cudownym zapachu mleka i migdałów. Z makijażu postanowiłam zostawić sobie pomadkę płynną w cudownym bordowym kolorze oraz pędzelek syntetyczny do cieni. 

Próbki, bo tak chyba mogę je nazwać, również nie są małych wymiarów i spokojnie starczą na kilkukrotne używanie. Mamy aż cztery produkty z serii Spa of the World, duet do włosów Fuji Green Tea (mega się ucieszyłam bo świetnie takie rzeczy spisują się na wyjazdy), dwa małe masła do ciała o zapachu Shea oraz zimowej kolekcji Berry Bon Bon. Na zdjęciach możecie na spokojnie zobaczyć co tak naprawdę kryło się w środku, bo jest tego sporo i nie ma sensu opisywać wszystkiego.

The Body Shop | Najlepszy kalendarz adwentowy?
The Body Shop | Najlepszy kalendarz adwentowy?

Fakt jest to najdroższy kalendarz adwentowy jaki miałam, ale powiem Wam z ręką na sercu, że jest to najlepszy kalendarz jaki miałam. 95% rzeczy zdecydowanie sama zużyję z ciekawości jak działają, dodatkowo ułatwią mi podróżowanie w tym roku. Jestem ciekawa czy Wy byście się na niego skusiły i co Wam wpadło w oko? W tym roku ponownie obiecałam sobie Rituals, więc trzymajcie za mnie kciuki. Czekam również na Wasze komentarze i opinie!
Pozdrawiam

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.