Tołpa | Moja przygoda z trzema produktami polskiej marki

piątek, 1 lutego 2019
Tołpa | Moja przygoda z trzema produktami polskiej marki
Cześć wszystkim! Po prawie roku w końcu przychodzę do Was z recenzją trzech produktów marki Tołpa, które otrzymałam na Meet Beauty. Wiem, że długo trzeba było czekać, ale chciałam wszystko na spokojnie przetestować. Pewnie większość z Was kojarzy przynajmniej dwa produkty, które dziś pokażę ponieważ wiele dziewczyn pisze o nich jako o swoich perełkach. Jeśli jesteście ciekawe czy u mnie się one sprawdziły to zapraszam!

Green oils, Żel micelarny do mycia twarzy i oczu
Pierwszym produktem po jaki sięgnęłam był właśnie żel. Zdecydowałam, że będę go używać rano oraz w dni, w które się nie maluję do delikatnego mycia. Pierwsze co mnie zaskoczyło to brak pienienia się i z jednej strony bardzo mnie to cieszyło, bo wiedziałam że żel jest delikatny. Z drugiej zaś strony gdzieś w głowie myślałam, że niewystarczająco umyłam twarz. Oczywiście było to błędne myślenie, żel sprawdzał się u mnie rewelacyjnie i nie ukrywam, że chętnie bym do niego wróciła gdyby nie jedna rzecz. Brak wydajności. Nie chodzi tu tylko o brak piany, ale i otwór zaprojektowany w taki sposób, że żel wylewa się na potęgę.

Tołpa | Moja przygoda z trzema produktami polskiej marki
Tołpa | Moja przygoda z trzema produktami polskiej marki
Żel micelarny skierowany jest do cery suchej, normalnej i wrażliwej, zgadzam się całkowicie. Cerom tłustym również go polecam, ale właśnie do porannego mycia. Kosmetyk pozbawiony jest sztucznych barwników, SLS-u, parabenów oraz PEG-ów. W składzie znajdziemy ekstrakt z torfu, olej lniany, glicerynę i co mnie cieszy kwas salicylowy, choć mógłby by być trochę wyżej. Myślę, że skuszę się jeszcze na coś z tej serii z ciekawości. 

Skład: Aqua, Disodium Cocoamphodiacetate, Propylene Glycol, Polysorbate 20, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Poloxamer 184, Peat Extract, Linum Usitatissimum Seed Oil, Eryngium Maritimum Callus Culture Filtrate, Glycerin, Sodium Hydroxide, Sodium Chloride, Disodium EDTA, Parfum, Salicylic Acid, Sorbic Acid, Benzyl Alcohol

Dermo face, Maska czarny detox
Jestem uzależniona od masek i lądują one u mnie na twarzy przynajmniej 2 razy w tygodniu. Gdy zobaczyłam w torbie z Meet Beauty oczyszczającą maskę to bardzo się ucieszyłam choć wiedziałam, że moja skóra różnie reaguje na produkty z węglem. Po jakichś 2 miesiącach zauważyłam, że coś w mojej pielęgnacji nie bardzo działa. Skóra była zapchana, wysypana i zupełnie nie przypominała dawnej siebie. Po kilku próbach znalazłam winowajców, esencja z Tonymoly oraz maska czarny detox. Od razu odstawiłam oba produkty i powoli moja skóra dochodzi do siebie. Te z Was które mnie obserwują na IG mogą pamiętać moje story gdzie pokazywałam swoją nagą twarz. Szczerze nigdy nie miałam tak fatalnej skóry jak wtedy.

Według producenta maska powinna się sprawdzić cerom tłustym, trądzikowym, mieszanym i wrażliwym. Ma redukować niedoskonałości i zmniejszyć zaczerwienienia jak i znormalizować pracę gruczołów łojowych. U mnie jak widać zrobiła wszystko na odwrót i zużyłam ją ostatecznie na dekolt, gdzie jak możecie się spodziewać zrobiła swoje - kolejne krostki do leczenia. W składzie nie znajdziemy silikonów, parafiny, sztucznych barwników jak i parabenów. Mamy tutaj z początku glinkę, ekstrakt z torfu, cynk, algi i dopiero za zapachem węgiel aktywny. Jeśli tak jak ja macie problemy z zapychaniem to zdecydowanie nie polecam sięgać po tą maskę.

Skład: Aqua, Kaolin, Glycerin, Bentonite, Peat Extract, Hydrolyzed Algin, Zinc Sulfate, Disodium EDTA, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Parfum, Charcoal Powder, Polyglyceryl-10 Stearate, Polyglycerin-10, Polyglyceryl-10 Myristate, Sodium Dehydroacetate, Citric Acid, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol.

Tołpa | Moja przygoda z trzema produktami polskiej marki
Dermo face, Peeling 3 enzymy
Ostatni produkt to istny bestseller, który podobno ciężko znaleźć w drogeriach. Jak możecie się domyślać byłam bardzo ciekawa jak spisze się u mnie. Peeling enzymatyczny od Tołpy bazuje na kwasach owocowych, papaina z papai, bromelainie z ananasa oraz na mikrokapsułowanej keratynazie. Produkt nakładamy na twarz po umyciu na 5-10-15 minut w zależności od rodzaju skóry. Moje doświadczenie z tym peelingiem nie jest miłe, ponieważ już po pierwszym użyciu wiedziałam, że się nie polubimy. Gdy tylko nałożyłam go na twarz wszystko mnie wręcz paliło, skóra zrobiła się bordowa i marzyłam tylko o zmyciu tego. Słyszałam jednak, że tak ma być przez chwilę i potem to zniknie. Niestety to odczucie nigdy nie znika i zawsze moja skóra jest mega podrażniona. Max. wytrzymuję 3 minuty i zmywam to w cholerę.

Denerwuję mnie fakt, że producent na opakowaniu zaleca peeling cerom wrażliwym co chyba nie do końca się sprawdza. Skóra pomimo podrażnienia rzeczywiście jest gładsza i oczyszczona, ale nie za taką cenę. Zdecydowanie lepiej spisują mi się peelingi mechaniczne i nie podrażniają mi tak skóry. Jak możecie się domyślić, tutaj również nie znajdziemy oleju parafinowego, sztucznych barwników czy alergenów.

Skład: Aqua, Glycerin, Propylene Glycol, Peat Extract, Papain, Bromelain, Algin, R-Bacillus Lichenifors Keratinase, Carbomer, Tetrasodium EDTA, Xanthan Gum, Sodium Hydroxide, Parfum, Tromethamine, Sodium Chloride, Calcium Chloride, Ethylhexylglycerin, Phenoxyetanol, Caprylyl Glycol

Jak widzicie moja przygoda z tymi trzema produktami naszej rodzimej marki nie była przyjemna. Po niezłym początku trafiłam na dwa buble, które na szczęście już leżą w koszu bądź w torbie z denkiem. Przez to mam mocno mieszane uczucia do marki i raczej będę mocno uważać na to co kupię w przyszłości. Jestem ciekawa jakie Wy macie doświadczenie z ich produktami i czy używałyście sławnego peelingu? Czekam na Wasze komentarze.
Pozdrawiam

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.