Z wizytą w Azji | Mediheal - co w trawie piszczy cz.1

czwartek, 14 lutego 2019
Z wizytą w Azji | Mediheal - co w trawie piszczy cz.1
Hej wszystkim! Dawno już nie było recenzji maseczek w płachcie i czy to przypadek? Nie sądzę. Ostatnio trochę zaniedbałam używanie masek tego typu i skupiłam się na tych zmywalnych wodą. Mediheal to marka która od ponad roku jest na naszym polskim rynku i jedno Wam powiem, koniecznie musicie sprawdzić ich asortyment. Dziś opowiem Wam o 4 maskach, które miałam przyjemność używać, zdradzę Wam jak wyglądały płachty, jakie składniki ukrywają się w esencji. Zapraszam!

W.H.P White Hydrating
Już dawno w użyciu nie miałam maski z czarnyą płachtą i zawsze wtedy lubię straszyć mojego K. Produkt od Mediheal ma działanie wybielające (mam wrażenie, że dziś to będzie główny temat). Esencja bazuje na wodzie, glicerynie i niacynamidzie. Skład tutaj akurat nie jest najlepszy i chyba jest to jedna z gorszych masek Mediheal jakie miałam okazję używać.

Po otwarciu zaskoczył mnie dziwny zapach, który nie wiem czemu kojarzył mi się z amoniakiem. Dziwne, wiem. Materiał bardzo dobrze przylegał, miał idealne otwory na oczy i usta. Dla mnie to ogromny plus bo wiemy, że maska nie będzie nas przez te 10-15 minut irytować. Skóra po tym czasie była ukojona, nawilżona i mocne zaczerwienienia trochę poznikały. W opakowaniu zostało mnóstwo esencji, ale z racji zapachu poleciało to wszystko do kosza.

Skład: Water, Butylene Glycol, Glycerin, Niacinamide, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Triethanolamine, Carbomer, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Methylparaben, Hydroxyethylcellulose, Disodium EDTA, Allantoin, Dipotassium Glycyrrhizate, Fragrance, Propylparaben, Xylitylglucoside, Arbutin, Sodium Hyaluronate, Phenoxyethanol, Anhydroxylitol, Xylitol, Charcoal Powder, Mineral Water, Ethylhexylglycerin

Z wizytą w Azji | Mediheal - co w trawie piszczy cz.1
N.M.F Aquaring
Teraz powinny mnie słuchać wszystkie te z Was, które mają problemy z nawodnieniem i nawilżeniem skóry. To cudo u mnie zajmuje drugie miejsce w rankingu masek tej koreańskiej marki (o pierwszym miejscu opowiem Wam w innym wpisie). N.M.F to naturalny czynnik nawilżający, dodatkowo mamy tu na czwartym miejscu kwas hialuronowy i to czuć. Materiał jak we wszystkich maskach Mediheal jest idealnie skrojony i nie ma kłopotu, że coś nam wchodzi w oczy czy wręcz przeciwnie.

W opakowaniu zostaje mnóstwo esencji, które staram się zawsze wykorzystać na inne partie ciała. Po 15-20 minutach skóra jest mocno nawodniona, nie ma śladu po przesuszeniu, nie działa może mocno na koloryt, ale to nie jest jej cel. Przez poziom nawodnienia skóra jest jak napompowana, zliftingowana. Jest to jedna z najlepiej sprzedających się ich marek na całym świecie, musicie wypróbować!

Skład: Water, Butylene Glycol, Gly-26, Glycerin, Sodium Hyaluronate, Bis-Peg-18 Methyl Ether Dimethyl Silane, Betaine, Triethanolamine, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Carbomer, Adenosine, Allantoin, Hydroxyethylcellulose, Disodium EDTA, Dipotassium Glycyrrhizate, Xylitylglucoside, Anhydroxylitol, Xylitol, Tocopheryl Acetate, Glutathione, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Extract, Methylparaben, Peopylparaben, Fragrance

Z wizytą w Azji | Mediheal - co w trawie piszczy cz.1
I.P.I Lightmax
Kolejną maskę miałam okazję testować niedawno, przy okazji porządków maseczkowych. Akurat zdarzyło się tak, że moja skóra potrzebowała małego ratunku, ponieważ dopadło mnie jakieś lekkie przeziębienie. Maska ma działanie typowo wybielające za sprawą witaminy C i niacynamidu ( czwarta pozycja w składzie). W opakowaniu znajduje się bardzo dobrze wykrojony płacht, wykonany z trochę grubszego materiału. Idealnie zakrywa całą powierzchnie brody i nic się nigdzie nie odkleja.

Nałożyłam maseczkę i użyłam dodatkowo jadeitowego masażera aby mocniej wprowadzić esencję w skórę. Po 20 minut materiał już powoli wysychał więc od razu zdjęłam. Szczerze już dawno nie miałam takiego efektu wow! Skóra była rozpromieniona, koloryt wyrównany, wszystko ładnie nawilżone, tylko ciut lepiła się skóra. Jednak dla takiego efektu jestem w stanie to przeżyć. Myślę, że na spokojnie zakupię więcej maseczek z tej serii.

Skład: Water, Glycerin, Propanediol, Niacinamide, 1,2-Hexanediol, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Rosa Centifolia Flower Water, Morus Alba Bark Extract, Wine Extract, Coffea Arabica (Coffee) Seed Extract, Theobroma Cacao (Cocoa) Extract, Camellia Sinesis Leaf Extact, Diospyros Kaki Leaf Extract, Xanthan Gum, Butylene Glycol, Boswellia Serrata Resin Extract, Carbomer, Panthenol, Trehalose, Betaine, Arginine, Glutathione, Allantoin, Polysorbate 80, Disodium EDTA, Tocopheryl Acetate, Sodium Ascorbyl Phosphate, Fragrance

Z wizytą w Azji | Mediheal - co w trawie piszczy cz.1
Dress Code Violet
Ostatnia maska pochodzi trochę z innej serii i dostałam ją na Meet Beauty. Muszę przyznać, że producent ciekawie rozwiązał kwestię materiału i dodał nadruk w postaci maski karnawałowej. Wersja fioletowa skierowana jest do osób, które mają problem z poszarzałą skórą, elastycznością i po prostu potrzebują zastrzyku energii. Bazą esencji jest gliceryna, hydrolizowany kolagen i kwas hialuronowy. Dalej oczywiście znajdziemy takie składniki jak aloes, ekstrakt z opuncji, ekstrakt z liści oczaru wirginijskiego i tak naprawdę dużo ekstraktów. Ja jednak zawsze staram się skupiać na pierwszych pięciu składnikach, ponieważ je dostajemy w największej porcji.

W trakcie aplikacji maska zaskoczyła mnie przyjemnym zapachem i dość grubą płachtą. Po 15 minutach powoli zaczynała wysychać dlatego poleciała do kosza, ale najpierw wsmarowałam resztę esencji w szyję. Efekt po to skóra nawilżona i ukojona. Tak jak standardowe maski, jednak miło czasem nałożyć coś co ładnie wygląda.

Skład: Water, Glycerin, Butylene Glycol, Sodium Hyaluronate, Hydrolyzed Collagen, Xanthan Gum, Carbomer, Tocopheryl Acetate, Disodium EDTA, Panthenol, Trehalose, Betaine, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Olea Europaea Fruit Extract, Opuntia Ficus-Indica Extract, Vaccinium Angustifolium Fruit Extract, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Lavandula Angustifolia Flower Water*, Hamamelis Virginlana Extract, Myrciara Dubia Fruit Extract, Morinda Citrifoia Extract, Ficus Carica Extract, Punica Granatum Fruit Extract, Ficus Carica Fruit Extract, Morus Alba Fruit Extract, Ginkgo Biloba Nut Extract, Methylparaben, Portulaca Oleracea Extract, Beta-Glucan, Allantoin, Triethanolamine, Polysorbate 80, Adenosine, Fragrance

Jak widzicie Mediheal ma dość ciekawe produkty w swojej ofercie. Oczywiście mają zdecydowanie tego więcej, ale nie chciałam Was przynudzać i podzieliłam recenzję na kilka części. Jestem ciekawa czy Wy już testowałyście maski tej firmy i jak się one Wam spodobały? Czekam na Wasze komentarze.
Pozdrawiam

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.