Z wizytą w Azji | Mediheal - co w trawie piszczy cz.2

czwartek, 21 marca 2019
Z wizytą w Azji | Mediheal - co w trawie piszczy cz.2
Hej wszystkim! Czas na kolejną część recenzji maseczek w płachcie od Mediheal. W końcu pokażę Wam, która maska jest moim numerem jeden i czy warto zdecydować się na żelowe maski. Jak zwykle postaram się nie rozciągać treści i opowiem Wam o ciekawych składnikach, które możemy znaleźć w esencji. Zapraszam!

I.P.I Light Max Hydro Nude Gel Mask
Rzadko zdarza mi się kupować maski żelowe, są one zazwyczaj droższe i wcale nie lepsze. Z racji, że Mediheal w swoim asortymencie ma wiele do zaoferowania to postanowiłam jednak się skusić. I.P.I Light Max podzielona jest na dwie części, górną i dolną. Po wyjęciu z opakowania musimy ją oddzielić od foli zabezpieczającej. Bywa to niestety uciążliwe, bo raz rozerwałam tak niechcący maskę. Po nałożeniu na twarz czujemy przyjemny chłód, który pobudza i koi delikatne zaczerwienienia. Niestety z początku materiał mi się ześlizgiwał, dopiero gdy maska trochę podeschła to nie musiałam wszystkiego co chwilę poprawiać.

Głównym zadaniem maski jest rozjaśnienie i dodatkowo mamy tu ujędrnienie. W porównaniu z maską, którą pokazywałam Wam poprzednio mamy tu dwa razy więcej witaminy C i ekstraktu z morwy białej. Co ciekawe już na trzecim miejscu mamy niacynamid, czyli witaminę B3. Twarz po zdjęciu maski jest sucha, ale nie matowa. Tak jak by miała zdrowy glow co bardzo mi się podoba, jednak mniej mnie zachwyciła niż wersja materiałowa. Dodatkowo bardzo słabo nawilżyła moją skórę, na czym mi zawsze najbardziej zależy.


Z wizytą w Azji | Mediheal - co w trawie piszczy cz.2
Z wizytą w Azji | Mediheal - co w trawie piszczy cz.2
P.D.F A.C-Defense Hydro Nude Gel Mask
Kolejna maska żelowa skierowana jest do tych z Was, które borykają się z niedoskonałościami i zapchanymi porami. W tym przypadku również mamy maseczkę podzieloną na dwie części przy których musimy usunąć osłonkę. Powiem Wam szczerze, że to chyba nie mój typ masek, bo wnerwia mnie mocno taka aplikacja. Esencja, którą znajdziemy w środku bazuje na niacynamidzie, kwasie salicylowym (BHA), portulance pospolitej jak i wąkrotce azjatyckiej.

Niestety maseczkowaniu towarzyszy mało przyjemny zapach. Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim w maskach Mediheal. Zrobiłam sobie fajną kąpiel i po 20 minutach, nie zauważyłam nic. Skóra tak samo matowa z lekkim glow, nie czułam mocnego nawilżenia ani ukojenia skóry. Tak jak gdyby nigdy nic nie nałożyła na twarz.

Collagen Impact 
Czas na maski, które musicie przetestować bo inaczej przyjdę do Was i będę Was nawiedzać. Wersję kolagenową zamówiłam całkowicie w ciemno na Jolse i to 10 sztuk. Generalnie zauważyłam, że maski z kolagenem najlepiej działają na moją skórę, jeśli chodzi o ujędrnienie. Zawsze dodatkowo wyciągam jadeitowy masażer i wtłaczam maskę mocniej. Mediheal jednak wygrywa składem i materiałem, który jest idealnie wykrojony. Nic nie odstaje, nie wpada w oko czy na usta. Te które zamawiałam z Korei mają dodatkowo nadruk na celulozie, a te z Polski nie.

Zdjęcie składu macie poniżej i jak możecie zauważyć na czwartym miejscu mamy hialuronian sodu i na szóstym kolagen. Na tych dwóch składnikach mocno mi zależy, ponieważ ostatnio zauważyłam, że moja skóra jest mocno odwodniona i pojawiają mi się dwie linie na czole. Tak, więc wypełnijcie się i przepadnijcie. Efekt po tej masce to mocno ujędrniona, nawilżona i miękka skóra. Jakby była wypełniona od środka. Uwielbiam i polecam każdej z Was.

Z wizytą w Azji | Mediheal - co w trawie piszczy cz.2
Z wizytą w Azji | Mediheal - co w trawie piszczy cz.2
Z wizytą w Azji | Mediheal - co w trawie piszczy cz.2
Tea Tree Care Solution
Czas na mój numer jeden, jeśli chodzi o maski tej koreańskiej marki. W tym przypadku swoją pierwszą sztukę zakupiłam w Carrefour i dopiero po zachwycie zamówiłam zapas na Jolse. Tea Tree będzie idealna dla tych z Was, które mają cerę mieszaną, tłustą bądź po prostu macie skłonność do wyprysków. Maska ma nie tylko właściwości bakteriobójcze, ale i kojące oraz oczyszczające. To wszystko za sprawą kilku składników takich jak wyciąg z liści wierzby białej, wyciąg z wąkrotki azjatyckiej, wyciąg z szałwii oraz wyciąg z rumianku.

Maska tak samo jak w przypadku wersji z kolagenem ma idealny kształt i dość dużo esencji w środku. Stosuję ją zawsze gdy widzę, że dzieje się coś niedobrego. Wtedy uspokaja ten stan i wszelkie krotki zdecydowanie szybciej się goją, jednak ten efekt możecie zauważyć dopiero dnia następnego. W przypadku efektu po zdjęciu maski to jesteśmy w stanie odczuć, że skóra jest dobrze nawilżona i koloryt jest lekko wyrównany. Długofalowo mam wrażenie, że ta wersja spisuje się u mnie najlepiej.

Jak na razie to ostatnia część recenzji masek Mediheal, na chwilę obecną muszę wykończyć swoje zapasy i wtedy ponownie się tu zobaczymy. Kusi mnie jeszcze kilka wersji, np. z Placentą czy E.G.T. Jestem ciekawa czy po mojej ostatniej recenzji skusiłyście się na jakąś maskę Mediheal? Macie coś w planach? Czekam na Wasze komentarze!
Pozdrawiam

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.