DENKO | Masa żużyć z trzech miesięcy - cz. 1

niedziela, 1 grudnia 2019
DENKO | Masa żużyć z trzech miesięcy - cz. 1
W końcu udało mi się chociaż połowę denka zrecenzować dla Was. Zbierałam się prawie miesiąc, ale nowa praca niestety zabiera mi dużo siły i często wracam padnięta do domu. Mamy pierwszy dzień grudnia i coś czuję, że ten cały miesiąc będzie dość intensywny dla mnie dlatego nie spodziewajcie się częstych wpisów. Liczę na to, że styczeń będzie spokojniejszy i przyzwyczaję się do natłoku pracy. Aby dalej nie przedłużać zapraszam Was na część szybkich recenzji. 


Balea, Karambola i melon żel pod prysznic - Piękny wakacyjny zapach i chętnie do niego powrócę o ile będzie dostępny w przyszłym roku. Typowo owocowy z lekką przewagą melona, polecam jeśli lubicie takie zapachy.

Garnier, Papaya Hair Food -  Jak to cudownie pachnie i szkoda, że nie można tego jeść. Z początku bałam się tych masek z Garniera ponieważ (o ile się nie mylę) wszystkie zawierają olej kokosowy w składzie, a moje włosy wybitnie go nie lubią. Jednak na szczęście maska sprawdziła mi się rewelacyjnie i chętnie bym do niej wróciła gdyby nie fakt, że Garnier testuje na zwierzętach. Efekt po niej to mocno nawilżone i wygładzone włosy i w moim przypadku nie zdarzyło mi się przesadzić z ilością na włosach. W zapasach mam jeszcze wersję bananową i jestem strasznie ciekawa czy powtórzy sukces swojej siostry. 

Zużycia kosmetyczne, projekt denko, kosmetyki naturalne
A'Pieu, Madecassoside Fluid - Ten produkt na blogu pojawia się już czwarty raz więc pozwolę sobie tylko na kilka słów. Polecam go gorąco osobom, które zmagają się ze skórą odwodnioną oraz trądzikiem. Pięknie koi, nawadnia i regeneruje skórę. 

Bath and Body Works, Waikiki Beach Coconut krem do ciała - Jak wiecie to masła od TBS są numerem 1 na moim podium, a na drugim miejscu właśnie są kremy do ciała od Bath and Body Works. Mają one lżejszą konsystencję, intensywne zapachy i w dodatku są niesamowicie wydajne. 

Organic Shop, Organiczne Algi i Sól Morska peeling do ciała - Ten produkt to jedno wielkie nieporozumienie. O ile poprzednie peelingi tej marki sprawdzały mi się idealnie i chętnie je polecałam tak ta wersja jest po prostu tragiczna. Zielona, glutowata mazia, która była rozwarstwiona i wszelkie drobinki znajdowały się na dnie. Delikatny peeling, fatalny zapach i brudziła wannę. 

Rituals, The Ritual of Sakura peeling do ciała - Mocny kwiatowy zapach, raz mi się bardzo podobał, zaś używany często mocno mnie męczył. Jest on na bazie cukru i dość dużej ilości olei co za tym idzie zostawia tłustą (mega tłustą) powłokę na skórze, którą nawet ciężko domyć żelem pod prysznic. Jestem zdecydowanie na nie i już wiem, że prędko nie sięgnę po peelingi tej marki.

Zużycia kosmetyczne, produkty do włosów farbowanych
Fresh Beauty, Vitamin Nectar Vibrancy-Boosting Face Mask - O tej masce mogłyście poczytać w relacji z poprzedniego miesiąca. Niestety moja miniaturka dobiła dna i na chwilę obecną muszę się wstrzymać z ponownym jej zakupem ponieważ mam spory zapas maseczek do twarzy. Lekko nawilża i przy regularnym używaniu możemy zauważyć wyrównany koloryt skóry, ogromny plus za zapach. 

Clochee, Relaxing Micellar Water - Miniaturkę 100 ml otrzymałam w Sephora Box i bardzo się na ten kosmetyk napaliłam ponieważ z marką Clochee mam różne przygodny i chciałabym przetestować więcej ich produktów. Płyn micelarny jest na bazie hydrolatu z róży damasceńskiej oraz kwiatu pomarańczy. Jest bardzo delikatny dla skóry i nie powoduje mocnego ściągnięcia, niestety nie do końca dobrze radzi sobie z tuszami do rzęs. 

Joico, Defy Damage Protective Masque - Wielki smutek mnie ogarną kiedy ta maska zakończyła swój żywot ponieważ teraz gdy moje włosy przechodzą przemianę potrzebowałam mocnej regeneracji i ochrony. Na szczęście mam jeszcze odżywkę oraz maskę z serii Pro. Wpis o serii Defy Damage znajdziecie na blogu.



Tonymoly, The Chok Chok Green Tea Watery Cream - Jeśli czytacie mojego bloga od dłuższego czasu to wiecie że prawie nigdy nie kupuję ponownie tego samego kosmetyku bo chcę testować cały czas to nowe produkty. Jednak gdy tylko pierwsze opakowanie tego kremu mi się skończyło to zamówiłam kolejne. Niestety, nie wiem czy to producent zmienił konsystencję, czy co się stało, ale nie zachwyca mnie on już tak bardzo. Fakt pięknie nawilża i koi skórę, ale jego nakładanie to istny koszmar bo krem kruszy się w opakowaniu i potrafi wypaść ze słoiczka. 

Zużycia kosmetyczne, produkty koreańskie COSRX
COSRX, Aloe Vera Oil-free Moisture Cream - Nie jest to krem, a typowy lekki żel, który niestety nie sprawdził się u mnie. Zakupiłam go zmyślą o lecie, aby sięgać po niego przy porannej pielęgnacji. Niestety był zdecydowanie za lekki i przy podkładach matujących mocno zawodził. Zużyłam go przy wieczornej pielęgnacji gdzie na początek nakładałam krem z zieloną herbatą i potem ten. Wtedy dopiero nawilżenie było idealne! 

COSRX, Advanced Snail 96 Mucin Power Essence - Kolejny produkt tej marki i tym razem produkt, który mogę polecić większości z Was. Ślimak genialnie sprawdzi się jeśli walczycie z pozostałościami po trądziku, lub jesteście właścicielkami cery suchej, normalnej bądź dojrzałej. Ja stosowałam go zarówno na dzień jak i na wieczór i nie wyświecałam się po nim jakoś bardziej, a skóra była nawilżona calutki dzień. Duży plus za wydajność, ponieważ wystarczy jedna pompka aby pokryć całą twarz.

Jak widzicie trochę tego było, a to tylko część moich zużyć. Myślę, że już niedługo zakończę temat tego denka bo chciałabym na Święta mieć ładnie i pachnąco. Znacie te produkty? Czy czujecie powoli magię Świąt i cały ten klimat? Dajcie znać w komentarzach!
Pozdrawiam

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.