Monday Post | Najgorsze płatki pod oczy jakie miałam okazję używać

poniedziałek, 9 grudnia 2019
Koreańskie płatki pod oczy, koreańska pielęgnacja twarzy, jolse
Buble u mnie pojawiają się dość rzadko, przeważnie jednak są to kosmetyki do makijażu aniżeli do pielęgnacji. Staram się sprawdzać opinie, składy, ale tym razem się nie udało. Nie jest to moja pierwsza przygoda z płatkami pod oczy marki Petitfee i śmiało mogę powiedzieć, że na pewno nie ostatnia. Zapraszam Was na dalszą część recenzji i dowiecie się dlaczego ten produkt mi podpadł. 

Esencja i składniki aktywne
Marka Petitfee najbardziej znana jest właśnie z płatków pod oczy. Sama jestem zakochana w wersji z EGF, która rzeczywiście działa już po pierwszym użyciu. Tym razem zdecydowałam się na jedną z nowości, Petitfee, Collagen & CoQ10 Hydrogel Eye Patch czyli kolagen oraz koenzym Q10. Poza tymi składnikami aktywnymi mamy również ekstrakt z kory żeń-szenia, ekstrakt z nasion grejpfruta, ekstrakt z bylicy czy puder bambusowy, który działa łagodząco, wygładzająco i antybakteryjnie. 

Pielęgnacja koreańska z Petitfee
Kolagen bogaty jest w aminokwasy, napina skórę oraz natychmiastowo ją nawilża. Niestety nie każdy kolagen działa cuda na naszą skórę, wszystko zależy od wielkości cząsteczek. Sama raczej nie jestem fanką kolagenu w produktach do twarzy, zdecydowanie lepsze rezultaty osiągniecie pijąc go regularnie. Drugim składnikiem wymienionym na opakowaniu jest koenzym Q10, który chyba najbardziej kojarzy się z produktami Nivea. Ma on działanie przeciwzmarszczkowe, regeneracyjne, poprawia jędrność skóry oraz powstrzymuje przed utratą kwasu hialuronowego. 

Niestety nie jestem Wam w stanie podać dokładnego składu ponieważ pudełko wyrzuciłam już jakiś czas temu, a na słoiczku nie ma takich informacji. Za to w sieci znalazłam kilka różnych wersji składowych i dosłownie pojedyncze zdjęcia składu na opakowaniu. 

Koreańskie płatki pod oczy Petitfee
Opakowanie i płatki
Produkt przychodzi do nas w kartonowym pudełku w którym dodatkowo znajdziemy szpatułkę do nakładania płatków. Polecam Wam sobie je zostawić, przydają się do nakładania kremów czy maseczek bez wkładania paluchów. W słoiczku znajdziemy 60 sztuk, czyli 30 par, które należy zużyć wciągu 2 miesięcy od otwarcia opakowania. Na spokojnie jest to do wykonania, ja często nakładam jedną parę pod oczy, a drugą na czoło gdzie powoli widzę, że pojawiają się zmarszczki (niestety dźwigam często swoje brwi). Nie ma obaw, że płatki zaczną nam powoli zsuwać się z twarzy.

Przejdziemy teraz do tego co mi w nich przeszkadza, czyli grubość i twardość materiału. Niestety nie jestem w stanie ich nosić komfortowo pod oczami. Co chwilę mi one przeszkadzają przy zamykaniu oczu, spoglądaniu w dół, czuje jak wbijają mi się w skórę. Czasami mam nawet wrażenie, że są one za ciężkie pod okolicę moich oczu i nie jestem w stanie wytrzymać nawet 5 minut z nimi. Pierwszy raz z czymś takim się spotkałam i już wiem, że tej wersji zdecydowanie nie kupię ponownie. 

To chyba mój jedyny bubel pod oczy od czasów Ziaji i ich kremu przeciwzmarszczkowego. Jestem ciekawe czy Wy miałyście kiedyś takie przeżycia z płatkami pod oczy. U mnie chyba najczęstszym problemem jest ich zsuwanie, choć wtedy robię tak, że kładę się na spokojnie w wannie na 5-10 minut i odpoczywam. Słyszałyście o produktach Petitfee? Dajcie znać w komentarzach. 
Pozdrawiam

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.