DENKO | Zużycia z 2020 - Yope, The Body Shop, Joico, Fresh&Natural

sobota, 4 kwietnia 2020
Włosing, zapuszczanie włosów Sattva
W końcu zabrałam się za moje torby z denkami. Tak, dobrze czytacie torby, ponieważ są dwie. Od początku roku mocno zabrałam się za zużycia produktów do ciała, włosów i twarzy. Jak zwykle kiepsko poszło mi z kolorówką, choć na wykończeniu mam aż 3 podkłady. Pozwoliłam sobie rozbić to denko na bloga i Instagrama, bo nie chciałam Was tutaj zakopywać ilością zdjęć i mini recenzji. Sama wiem, że takie tasiemce bywają męczące. Zapraszam!

The Body Shop, Almond Milk & Honey Body Lotion - Pierwszy raz spotykam się z tego typu produktem od TBS, ale nie mam do niego zastrzeżeń. Rewelacyjnie się wchłaniał w skórę, nie pozostawiał tłustego filmu i skóra rzeczywiście była nawilżona. Mniej niż po maśle, ale nadal efekt mnie satysfakcjonował. 

The Body Shop, Almond Milk & Honey Shower Cream - Konsystencja kremowego żelu o pięknym otulającym zapachu. Mniej wysusza skórę niż zwykłe żele tej marki i jak zawsze mega wydajny. Chętnie do niego wrócę.

Farmacy, Honey Potion Renewing Antioxidant Hydration Mask - Ta maska swego czasu pojawiła się w moich ulubieńcach i nadal uważam ją za jedną z lepszych masek jakie do tej pory miałam. Genialnie nawilża skórę, goi niedoskonałości i rozjaśnia koloryt skóry. Niestety marka Farmacy nie jest już dostępna w Polsce i pewnie nieprędko ją kupię ponownie. Wielki smutek!

Isntree, Hyaluronic Acid Toner - Kocham ten tonik za działanie i gdyby nie fakt, że mam 10 innych toników w zapasie kupiłabym go od razu. Rzeczywiście widać różnicę już po pierwszym użyciu. Skóra jest niesamowicie nawilżona, a nałożony warstwowo może zastąpić krem przy cerze tłustej. Konsystencja przypomina gęstszą wodę, bez obawy że przeleje się nam między palcami. 

Sattva, Anyż i Lukrecja Wcierka Rewitalizująca do skóry głowy - Miałam wszystkie trzy wcierki, które powstały we współpracy z Agnieszką i mogę śmiało powiedzieć, że ta działa u mnie najlepiej. Uwielbiam jej zapach, działanie, brak podrażnienia i fakt, że mogę ją stosować codziennie bez obciążenia włosów. 

Kosmetyki do ciała The Body Shop, czy warto?
Rituals, The Ritual of Sakura Body Cream - O ile zapach nie był moim ulubieńcem tak działanie bardzo miło mnie zaskoczyło. Lżejsza konsystencja niż masła TBS, ale równie dobrze nawilża. Wydajność też całkiem dobra, słoik wystarczył mi na dwa miesiące (prawie) regularnego używania. 

Joico, Defy Damage Protective Shampoo - Jeśli chodzi o produkty profesjonalne do włosów to rzadko się u mnie pojawiają i są to raczej produkty Joico (współpraca). Tu muszę przyznać, że w 90% kosmetyki tej marki rewelacyjnie mi się sprawdzają, ale nie czuję ogromnej potrzeby kupowania ich od razu. Szampon z serii Defy Damage domywał moje włosy, nie obciążał i nie przesuszał mojej skóry głowy. Był bardzo wydajny, z racji swojej gęstej konsystencji i zalecam go spieniać. 

Joico, Defy Damage Pro 2 Bond-Strengthening Color Treatment - Produkt do mnie trafił przez przypadek, ale nawet nie wiecie jak się ucieszyłam, ponieważ przeważnie to sama sobie farbuję włosy. Mam wrażenie, że dzięki serii Pro moje włosy po 3 dekoloryzacjach jeszcze żyją i mają się nie najgorzej. Konsystencja była gęsta, otulała moje włosy dzięki czemu nie były aż tak przesuszone po zabiegach. 

Rituals, The Ritual of Sakura Foaming Shower Gel - Ponownie tutaj pojawia nam się problem kwiatowego zapachu, którego fanką nie jestem. Pianka świetnie mi się spisywała do depilacji, choć pod koniec miałam problem z wydobyciem produktu. Trzeba było bardzo mocno naciskać, aby coś wyleciało. Jest to również średnio wydajny produkt, więc sama raczej sobie go nie kupię. 

Joico Defy Damage, profesjonalna pielęgnacja włosów
Fresh&Natural, Sól do kąpieli z różą i cytryną - Kocham sole do kąpieli tej marki i jak dla mnie są najlepsze. Cudowny lekki zapach róży przełamany świeżą cytryną. Nawet mój mąż sięgał po nią gdy chciał zrobić sobie kąpiel relaksacyjną po treningu. Na bank kupię ponownie i czaję się na wersję rozgrzewającą z cynamonem. 

Yope, Mleko Owsiane Naturalna Odżywka do włosów - Przyznaję, że podeszłam do niej dość sceptycznie nie wiedzieć czemu, ale jest miłość. Odżywka jest na bazie protein roślinnych i o dziwo rewelacyjnie mi podbija skręt. Na bank kupię ją ponownie przy kolejnych włosowych zakupach. 

The Ordinary, serum peptydowe Buffet - W zeszłym roku wspominałam Wam, że powoli zauważam swoją pierwszą zmarszczkę na czole nad prawym okiem. Postanowiłam szybko działać i sięgnęłam po sławne serum Buffet. Po dobrych 4 miesiącach mogę śmiało powiedzieć, że zmarszczka się spłyciła i jest prawie niewidoczna. Miałam jednak wrażenie, że czasem serum mnie podrażnia i wysypuje, więc uwaga jeśli macie cery wrażliwe bądź z tendencją do zapychania. 

Kneipp, Żel pod prysznic o zapachu orzechów makadamia, pomarańczy i anyżu - Iście świąteczny zapach uprzyjemniał mi kąpiel w styczniu i lutym. Niestety zupełnie w nim nie wyczuwałam pomarańczy, a raczej coś otulającego z korzenną nutą. Ciężko określić, ale mojemu K nie podobał się i miałam cały żel dla siebie. Miał lekko kremową konsystencję i nie wysuszał mi skóry. 

The Body Shop, Moringa Shower Gel - Ten zapach mnie prześladuje i mam nadzieję, że nie prędko zagości w mojej łazience. Kwiatowy, perfumeryjny zapach, jak dla mnie za ciężki na produkty do ciała, ale na szczęście K go bardzo lubi więc zużył w większości sam. 

Polska marka Yope, pielęgnacja włosów farbowanych
Pielęgnacja naturalna, włosing, proteiny roślinne
Rituals, The Ritual of Samurai Foaming Shower Gel - Jeśli poszukujecie ciekawych produktów dla swoich panów to mogą zdecydowanie polecić tę serię od Rituals. Świeże, ale męskie zapachy. Pianka tak samo jak wersja dla Pań dobrze domywa wszystko i przy tym nie wysusza nawet delikatnej skóry. Żałuje, że nie ma tej wersji u nas w sklepach, ale od czego są sklepy online. 

Rituals, The Ritual of Ayurveda Foaming Shower Gel - To moja ulubiona seria tych kosmetyków. Perfumeryjny, ale lekko słodki zapach chyba dzięki olejkowi ze słodkich migdałów. Miniaturka z kalendarza adwentowego bardzo przyjemnie mi służyła podczas kąpieli i prysznica. Zdecydowanie wolę taką wersję niż olejki pod prysznic od Rituals. 

The Body Shop, Rose Dewy Glow Face Mist - Mgiełkę stosowałam na dwa sposoby i na oba bardzo dobrze mi się sprawdziła. Do moczenia gąbeczki przy nakładaniu podkładu oraz jako utrwalacz na koniec makijażu. Ma jednak dość mocny różany zapach i przy codziennym stosowaniu jest on męczący. Podkład po nałożeniu gąbeczką (wcześniej zmoczoną tym produktem) był bardziej nawilżający i nie ciastkował się. 

Zużycia kosmetyczne, pianka do mycia ciała Rituals
Hebe Cosmetics, Krem do rąk i paznokci Odmładzanie - Wzięłam go na próbę przy zakupach i byłam w szoku, ale jest to naprawdę dobry kosmetyk. Fakt, zostawia lekki film na dłoniach, ale zupełnie nie przeszkadza przy używaniu telefonu czy klawiatury. Ma przyjemny, lekki zapach i genialne działanie regeneracyjne. Na pewno wypróbuję też inne wersje kremów do rąk od Hebe. 

To chyba wszystkie zużyte kosmetyki, którymi chcę się z Wami podzielić. Jak widzicie jest tego całkiem sporo, a to właściwie tylko połowa kosmetyków, które zużyłam przez te trzy miesiące. Jestem ciekawa czy znacie któryś z tych produktów i jak Wam się one spisywały. Dajcie znać poniżej w komentarzach. 
Pozdrawiam

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.