DENKO | Porządki w domu - The Body Shop, Lumene, Bergamo i wiele innych

niedziela, 19 lipca 2020
Minął ponad miesiąc od kiedy przygotowałam ostatni wpis dla Was. Nie ukrywam, że ostatnio mam spory spadek motywacji jeśli chodzi o prowadzenia bloga i skupiłam się bardziej na Instagramie. Jakieś dwa tygodnie temu podczas sprzątania postanowiłam wywalić wszystkie puste opakowania po kosmetykach i tylko kilka sztuk udało mi się obfocić. Wybaczcie, ale denko to dla mnie najgorszy wpis do przygotowania jeśli chodzi o zdjęcia. Często produkty są brudne, czekają jakiś czas i nie mam na nie siły. Sama jednak bardzo lubię tę serię, ponieważ pomaga mi przy ponownych zakupach. Aby więcej nie przedłużać zapraszam Was na dzisiejszy wpis. 
 
Tiger, Conditioner - Odżywkę kupiłam na spontanie przy okazji zakupów innych rzeczy. Jeżeli dobrze pamiętam to kosztowała około 10 zł i miała dość krótki skład humektantowy. Bardzo lekka konsystencja, przez co bardzo szybko ją zdenkowałam. Działanie było za słabe na moje włosy. 

Balea, Yuzu żel pod prysznic - Kocham zapachy cytrusowe w kosmetykach. Żel Balea bardzo szybko został zdenkowany właśnie przez zapach. Nie czułam przesuszenia, ani podrażnienia i chętnie ponownie użyję. 

Emma Hardie, Moringa Cleansing Balm - Miniaturkę tego balsamu do demakijażu znalazłam w TK Maxx w zestawie z kremem do twarzy. Bardzo byłam ciekawa tej marki, ponieważ jest ona znana na Wyspach. Już po otwarciu zaskoczył mnie bardzo intensywny zapach moringi, która nie jest moim ulubionym kwiatem. Ze zmywaniem makijażu produkt radził sobie rewelacyjnie, nie pozostawiał tłustej warstwy na skórze, ale mgła na oczach się pojawia. Niestety dla mnie kosmetyk odpada z racji intensywnego zapachu. 

COSRX, Galactomyces Alcohol-Free Toner - Jakoś wybitnie unikam fermentów w mojej pielęgnacji i sama nie wiem czemu. Tonik od COSRX sprawdzał mi się genialnie i zauważyłam dużą poprawę w stanie swojej skóry gdy po niego sięgałam. Cera była rozjaśniona, ukojona i nawilżona. Mam jeszcze esencję z tej samej serii i liczę na ponowny zachwyt. 

The Body Shop, Wonderfully Wonky Banana masło do ciała - Masła do ciała z TBS są moimi ulubionym i  miałam już prawie wszystkie wersje zapachowe. Wersja bananowa intensywnie nawilżała moją skórę przez co nie musiałam się smarować codziennie, ale co 2-3 dzień. Uwielbiam zapach banana, dlatego chętnie powrócę do tej wersji. 

Planeta Organica, Thai Hair Mask - Maski z Planeta Organica są mi bardzo dobrze znane, choć wersję tajską miałam pierwszy raz. Mocny perfumeryjny, ale nadal przyjemny zapach pozostaje na długo na włosach. Jest to mocno emolientowa maska, więc uważałabym z nią przy włosach cienkich i delikatnych. Na pewno kiedyś do niej wrócę, bo mocno odżywiała moje wiecznie przesuszone włosy. 

Hairy Tale Cosmetics, Fluffy - Swoją przygodę od kosmetyków Agnieszki rozpoczęłam właśnie od Fluffiego i od razu mnie zachwycił. Przepiękny brzoskwiniowy zapach i delikatne działanie na skórę głowy. Pierwsza wersja kosmetyku była bardzo wodnista przez co nie raz kosmetyk mi się wylał z opakowania, ale wiem, że nowe partie są już gęstsze więc bez obaw. Produkt nie miał problemu z domywaniem przetłuszczonych oraz naolejowanych włosów. 

Joico, Defy Damage Protective Shield - Delikatny krem na włosy, który chroni je przez wysoką temperaturą oraz promieniami UV dobił dnia po prawie roku od kiedy go otworzyłam. Bardzo przyjemna lekka konsystencja nie obciążająca włosów pozwalała mi na ujarzmienie mojej grzywy przy suszeniu. Chętnie do niego wrócę gdy tylko wykończę swoje zapasy. 

Treets Tradition, Epsom bath salt - Kocham dodatki do kąpieli, a jeszcze bardziej te, które rzeczywiście coś robią. Ciało po kąpieli z tym cudem jest zrelaksowane i gotowe do snu. Nie ma mowy o zakwasach czy skurczach w nocy. 

Body Boom, Coffe Scrub z Węglem aktywnym - Peeling znalazłam przez przypadek na promocji w Auchan i wzięłam na próbę. Peelingi kawowe bardzo lubię i większość działa tak samo, nie zauważyłam jednak działania węgla aktywnego na skórze. Na wannie zdecydowanie bardziej bo była cała uwalona. 

A'Pieu, Daily Sheet Mask Black Tea - Maseczki w płachcie stosuję dość regularnie, a przynajmniej się staram. Tutaj w pudełku mamy aż 33 sztuki, w środku znajdziemy pęsetę do wyciągania maseczek, aby nie wsadzać paluchów. Skład jest w porządku, ale cudów po niej nie ma. Dobrze podbija nawilżenie skóry i jes to bardziej ekologiczne rozwiązanie. 

Wibo, #WIBOmood Transparent Baking Powder - Genialny puder do bakingu, ale też do lekkiego przypudrowania twarzy. Nie ciastkuje się, ma dość intensywny zapach i bardzo dobrze wykonane opakowanie. W środku jest siateczka dzięki której nie nabieramy za dużo kosmetyku. Mega wydajny i sprawdził mi się nawet na ślubie.

Lumene, Matte Foundation - To chyba już kultowy podkład dla cer tłustych i mieszanych. Swoim kryciem i konsystencją przypomina Estee Lauder, Double Wear Light. Wygląda dobrze nawet po 9-10 godzinach, ma wykończenie satynowo-matowe i co najważniejsze nie podkreśla suchych skórek. Podobno została zmieniona jego formuła wraz ze zmianą opakowania. Wielka szkoda!

MAC, Fix+ - Stosuję namiętnie od roku przy każdym makijażu i nie mam zamiaru zaprzestać. Pięknie scala cały makijaż, daje idealną mgiełkę i jedyny minus to cena. 

Beautymory, Crystal Expert BB Cream - Ten produkt otrzymałam jakieś dwa lata temu od Jolse do testu i musiałam się trochę z nim dogadać. Latem jest zdecydowanie za ciężki, ale w pozostałe miesiące spisywał się poprawnie. Niestety bardzo szybko się wyświeca.

Missha, Perfect Cover BB Cream - Skusiłam się na ten popularny krem BB od Misshy i muszę przyznać, że jest ok. Kolor niestety dla mnie za zimny, ale sama konsystencja jest w porządku. Krycie średnie, po 3-4 godzinach się wyświeca u mnie na czole i w okolicy nosa. Raczej ponownie nie kupię, ponieważ kolorystyka nie moja.

Tonymoly, Petit Bunny Gloss Bar - Mój pierwszy koreański produkt do ust i byłam mile zaskoczona. Bardzo lekka formuła, delikatny kolor i nie wysuszała ust. Chętnie kupię ponownie gdy wykończę zapasy.

Anastasia Beverly Hills, Clear Brow Gel - Mega mocny żel do utrwalania brwi. Moja miniaturka pochodzi z pudełka Sephory i bardzo chętnie kupiłabym ten produkt ponownie. Brwi były w tym samym miejscu cały dzień, jedyny minus to lekkie przesuszenie skóry i to też nie zawsze. 

Missha, Time Revolution Artemisia Treatment Essence Mist - Kocham ten produkt i na bank do niego wrócę. Idealna mgiełka jeśli poszukujecie produktu łagodzącego, kojącego i nawilżającego. Skóra przy regularnym stosowaniu jest mniej zaczerwieniona i niedoskonałości szybciej się goją. CUDO!

Sattva, Szafran i Cynamon Wcierka Wzmacniająca do skóry głowy - To już moje trzecie opakowanie tej wcierki i pewnie nie ostatnie. Bardzo ładny zapach cynamonu, skład bez alkoholu i przyspieszenie wzrostu włosów. Warto polować na promocję, ja swoje opakowanie kupiłam w Hebe za 19 zł. 

Neogen, Vita Duo Cream Joan Day Joan Night - Kupiłam ponieważ bardzo lubię Joan i byłam bardzo ciekawa co wymyśliła z marką Neogen. Przykro stwierdzić, ale nie do końca spodobał mi się ten duet. Krem na noc był ciut za lekki i dodatkowo pachniał lawendą czego nie lubię. Musiałam dodatkowo sięgać po krem na dzień. Ten zaś był za ciężki na dzień i dopiero doceniłam go gdy temperatura za oknem była niższa. Samo opakowania bardzo mnie irytowała i nakładkę pod nakrętką wywaliłam po 3 użyciu

Ole Henriksen, Glow Cycle Retin-ALT Power Serum - Ten produkt doczekał się swojej recenzji w osobnym poście, tutaj tylko wspomnę pokrótce. Natychmiastowe wyrównanie kolorytu skóry, szybsza regeneracja po niedoskonałościach i zapobiega również ich powstawaniu. Chętnie kupię ponownie, tylko czekam na dobrą promocję. 

Sana, Nameraka Honpo Wrinkle Eye Cream - Bardzo gęsty, punktowy krem pod oczy z Japonii. Stosowałam go również w miejscach gdzie pojawiają się zmarszczki mimiczne, aby działać prewencyjnie. Bardzo dobrze regeneruje, nie posiada zapachu i ma działanie lekko napinające. Przed nałożeniem go pod oko polecam rozgrzać między palcami. 

Balea, Oriental Rose żel pod prysznic - Bardzo przyjemny lekko różany zapach. Tak jak w przypadku wersji Yuzu nie podrażnia mi skóry, ani jej nie wysusza.

Bergamo, S.9 Hyaluronic Acid Ampoule - Dziadowe opakowanie, pipeta zupełnie nie pobiera kosmetyku i trzeba je po prostu wylewać na rękę. Sam produkt jest mega klejący i nieprzyjemny w używaniu na twarz. Zużyłam do włosów lub jako wcierkę do skóry głowy. Nie polecam!

Emma Hardie, Moisture Boost Vit. C Cream - Byłam bardzo mile zaskoczona tą miniaturką i chętnie bym użyła jeszcze jednej. Konsystencja ciut cięższa, oleista, ale mega sprawdza się pod podkład. Dzięki witaminie C skóra miała bardziej wyrównany koloryt, na tym mi najbardziej zależy.

Jak widzicie sporo się tego zebrało i sporo też poleciało bez zdjęć. Zdecydowałam się pokazać Wam tylko ciekawe produkty, bądź te które miło wspominam. A jak u Was z używaniem w tych dziwnych czasach? Robicie mniej czy więcej zakupów? Znacie coś z dzisiejszego denka? Dajcie znać w komentarzach! Pozdrawiam,

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.